Po jakichś dwudziestu minutach dotarłem na miejsce. Parkuję samochód, po czym wysiadam. Nabieram w płuca powietrze i cieszę się piękną pogodą. Uwielbiam lato. Właśnie z tą porą roku mam najwięcej miłych wspomnień. Wszystkie wakacyjne przygody, wspomnienia z dzieciństwa i tak dalej...
Po chwili przekraczam próg komendy. Witam się z mijanymi policjantami. Uśmiecham się przyjaźnie. Idę się przebrać w mundur. Po kilku minutach jestem gotowy. Następne kroki kieruję do pokoju, gdzie na drzwiach widnieje tabliczka z napisem "oficer dyżurny". Siadam za biurkiem i przeglądam raporty. Kiedy zbliża się ósma, udaję się do pokoju odpraw. Jest tam już paru policjantów.
- Cześć - witam się.
- Cześć - odpowiadają.
Zajmuję miejsce obok młodej szatynki.
- Hej Ola - witam ją.
- Hej! Jak tam? - zagaduje.
- W porządku - uśmiecham się. - A Mikołaja jeszcze nie ma?
- No jak widać - śmieje się.
W tym momecie do pokoju wkracza Białach.
- O wilku mowa - posyłam uśmiech w kierunku dziewczyny.
- Czołem - mówi Mikołaj.
- A ty jak zawsze na ostatnią minutę - za łysym policjantem rozlega się głos komendanta.
- Przecież się nie spóźniłem - oznajmia Białach z cwaniackim uśmiechem.
- Siadajcie - zwraca się komendant.
Mikołaj zajmuje miejsce z lewej strony Oli, która jest jego partnerką z patrolu. Komendant wygłasza przemówienie, omawia różne sprawy organizacyjne, informuje, na co mamy zwrócić uwagę, a na koniec wyznacza patrolom tereny. Piętnaście po ósmej odprawa dobiega końca. Wstajemy i powoli kierujemy się do wyjścia.
- Posterunkowa Wysocka, do mojego gabinetu - padają ostatnie słowa szefa, po czym wychodzi z pomieszczenia. Aleksandra przewraca oczami i opuszcza pokój, od razu udając się do komendanta. Nie wiem, co on od niej chce, ale trochę już się zapoznałem z tymi ludźmi, więc wiem, że jest to jej ojciec. To właśnie Ola jest najczęściej wzywana na "dywanik". Mimo że odkąd tu jestem nic nie przeskrobała, została wezwana do komendanta conajmniej siedem razy. Pewnie robi jej jakąś pogadankę, jak to ojciec.
Udałem się do swojego gabinetu. Znowu zająłem się papierami. Jakieś 30 minut później zadzwonił telefon. Podniosłem słuchawkę.
- Komenda Miejska Policji, starszy aspirant Jacek Nowak.
- Chciałem zgłosić włamanie - usłyszałem męski głos.
- Jak się pan nazywa?
- Marek Soliński.
- Dobrze, proszę powiedzieć, co się stało.
- No włamali się. Zamek w drzwiach wywalili.
- Proszę podać adres.
- Wiśniowa 8, mieszkania 5.
- Zaraz kogoś do pana wyślę.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Do mieszkania pana Marka pojechał patrol 03, a ja wróciłem do swoich obowiązków. Po niecałych 15 minutach znowu zadzwonił telefon. Tym razem chodziło o pobicie. Przydzieliłem tam patrol 05. W następnych godzinach było jeszcze parę zgłoszeń. Kilka przepychanek na ulicy i drobne kradzieże. Na szczęście zbliżała się siedemnasta, co oznaczało mój koniec służby na dziś. Poszedłem się przebrać. Potem wróciłem do pokoju. Wziąłem raporty, które miałem odnieść szefowi i ruszyłem do jego gabinetu. Stanąłem przy drzwiach, po czym delikatnie zapukałem. Od razu usłyszałem odpowiedź. Wkroczyłem do pomieszczenia. Przekazałem Wysockiemu to, co miałem przekazać. Wychodząc z komendy natknąłem się na Mikołaja.
- Ty już do domu? - zapytał.
- Tak.
- Tobie to dobrze. My jeszcze co najmniej dwie godzinki.
- No to oby wam się nic nie przedłużyło - uśmiechnąłem się. Z radiowozu wysiadła Ola i podeszła do nas. - Będę już leciał.
- Cześć - powiedziała Ola.
- Cześć - odpowiedziałem i odszedłem.
- Narka - usłyszałem za sobą głos Białacha. Odwróciłem się i posłałem uśmiech w ich kierunku. Oni go odwzajemnili i poszli na komendę. Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę domu. Postanowiłem jednak pojechać jeszcze na zakupy. Zatrzymałem się obok marketu. Kupiłem parę rzeczy, aby zapełnić lodówkę. Po kilkunastu minutach parkuję samochód pod blokiem na jednym z bogatszych osiedli. Wysiadam, zabierając ze sobą zakupy. Z uśmiechem na ustach kieruję się do swojego mieszkania. Przekręcam kluczyk, po czym naciskam na klamkę i otwieram drzwi.
- Kochanie, już jestem - krzyczę po przekroczeniu progu.
Super opowiadanie ale mnie ciekawi co zes ty znowu wykombinowala kto to jest tam na koncu chodzi mi o ta osobe do ktorej jacek mowil jak mozna w takim momencie zakonczyc ja stanowczo prostuje ledwo zaczela a juz ludzi denerwuje ? Czyzby dziewczyna jacka .? _ja bym chciala jeszcze jedno dzisiaj takie dlugie fajne jak ty napisze moze i ja napisze
OdpowiedzUsuńWszystkiego dowiesz się w następnym rozdziale, który postaram się dodać jutro :P
UsuńPozdrawiam
Super rozdział. Ale ja też bym chciała dziś kolejne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozd.KarmelkaPl
Super rozdział. Ale ja też bym chciała dziś kolejne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozd.KarmelkaPl
No nieźle Jacek by miał dziewczynę? A może to jakaś jego córka?
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie
Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
pozdrawiam
Alicja
Super opowiadanie. Czekam na kolejne. W między czasie zapraszam na mój blog o Policjantkach i policjantach. http://opowiadaniapip.blogspot.com/2016/05/witajcie-ostatnio-zauwazylam-ze-blogow.html?m=1
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie. Czekam na next i życzę weny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Devil
Świetne
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Pozdrawiam
ToJa
No moje oko wygląda to tak że Jacek ma dziewczynę ale rzuci ja dla Oli Itd.
OdpowiedzUsuńTak to to ja nie mam pojęcia i czy ty ich wogórę będziesz ło żyć to jest pytanie.
Pozdrawiam
Ania
Piękny rozdział:)
OdpowiedzUsuń