niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 2.

Mija kilka sekund, po których w korytarzu pojawia się mała dziewczynka o blond włosach. Rzuca mi się na szyję i mocno przytula. Zdejmuję kurtkę i razem wchodzimy w głąb mieszkania. Po chwili jesteśmy już w salonie. Obok znajduje się kuchnia połączona z jadalnią. Wszystko jest stylowo urządzone.
- Sama jesteś? - zadaję pytanie. Dziewczynka w odpowiedzi twierdząco kiwa głową. - To co, może jakiś obiad?
- Jaki? - uśmiecha się.
- A jaki byś chciała?
- Naleśniki! - wykrzykuje, a ja wybucham śmiechem.
- No dobrze, w takim razie będą naleśniki.
Ruszam do kuchni, a blondynka zostaje w salonie na kanapie. Zaraz słyszę rozmowę dwójki polityków. Oczywiście mała włączyła telewizję. Co chwila zmienia kanał. Widocznie nie znalazła nic, co by ją zainteresowało. Zabieram się za robienie ciasta. Chwilę później smażę naleśniki. W pewnym momencie telewizor gaśnie, a w kuchni pojawia się ona.
- Co jest Juleczko? - spoglądam na nią.
- Takie nudy w tej telewizji. Mogę ci pomóc? - uśmiecha się.
- Jasne.
Biorę dziewczynkę i sadzam na kuchennym blacie.
- Tato...
- Tak słoneczko? - mówię zdejmując naleśnik.
- Ciocia dzwoniła. Ma wpaść dziś do nas.
- Coś jeszcze mówiła?
- Nie.
- To z czym dzisiaj?
- Z czekoladą - uśmiecha się.
- Wiesz co? Jutro na obiad będą same warzywa - śmieję się.
- Zawsze tak mówisz.
- Ale teraz poważnie - ośmiolatka kręci głową. - Nie wierzysz mi? - Zaczynam ją łaskotać.
Kiedy danie jest już gotowe, zasiadamy do stołu. Zaczynamy jeść, gdy nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Wstaję i idę otworzyć. Po chwili moim oczom ukazuje się postać szczupłej dziewczyny, a za nią stoi wysoki mężczyzna.
- Cześć siostra - przytulam ją.
- Cześć - wita mnie mój szwagier.
Zapraszam małżonków do środka, gdzie witają się z Julią. Proponuję parze wspólny posiłek. Zaraz potem całą czwórką jemy naleśniki.
- Tak przy okazji - siostra rozpoczyna rozmowę - chcieliśmy cię uprzedzić...
- Przed czym Agatko? - zaśmiałem się.
- Wyjeżdżamy. Na dwa tygodnie - mąż szatynki ukazał rządek białych zębów.
- Dokąd? - zaciekawiła się Julka.
- Do Hiszpanii.
- Będziesz musiał sam sobie radzić przez dwa tygodnie, braciszku - pokazuje mi język, a ja zaczynam się śmiać.
- No cóż, jakoś to przeżyjemy, nie Julka?
- Jak zawsze - dziewczynka uśmiecha się.
- To... Kiedy wyjeżdżacie?
- Jutro. Już wzięliśmy z Hubertem urlopy w pracy - spogląda na swojego męża.
Agata i Hubert siedzieli u nas kilka godzin. Wyszli tuż po dwudziestej pierwszej. Wziąłem Julię na ręce i poszliśmy schodami na górę. Tam znajdowały się dwa pokoje, łazienka i główna sypialnia. Mała poszła do łazienki, aby się wykąpać. Ja natomiast wróciłem na dół i sprzątnąłem w kuchni. Kiedy ponownie udałem się na górę, łazienka była już wolna. Wziąłem szybki prysznic, wytarłem się ręcznikiem i założyłem piżamę. Przed pójściem spać, zajrzałem do pokoju córki. Stanąłem w drzwiach i spojrzałem na nią.
- Tato...
- Tak?
- Przeczytasz mi bajkę?
- A sama nie możesz?
- Mogę, ale ty robisz to lepiej.
Uśmiechnąłem się i podszedłem do półki z książkami. Wybrałem jedną. Usiadłem na łóżku dziewczynki i zacząłem czytać. Julka zasnęła po kilku minutach. Pocałowałem ją w czoło, po czym nakryłem kołdrą. Po cichu opuściłem jej pokój. Udałem się do sypialni. Położyłem się na łóżku. Patrząc w sufit, zacząłem rozmyślać o jutrzejszym dniu. W końcu zasnąłem.
Obudziły mnie promienie słońca, wkradające się do pokoju przez zasłonę. Zamrugałem oczami, przyzwyczajając je do światła. Po chwili spojrzałem na zegarek. Było wpół do siódmej. Powoli wstałem i zszedłem na dół. Zrobiłem sobie kawę. Gdy już ją wypiłem, zabrałem się za przygotowywanie śniadania. Kilka minut po siódmej w kuchni pojawiła się Julka. Usiadła przy stole, a ja postawiłem przed nią talerz kanapek. Potem zrobiłem jej kakao. Sam zjadłem kilka kanapek i poszedłem się ubrać. Przed ósmą muszę być w pracy. Koło siódmej trzydzieści byłem już gotowy do wyjścia. Udałem się więc do przedpokój po buty.
- Zostajesz w domu? - zwracam się do córki, zakładając obuwie na nogi.
- Tosiek przyjdzie - odpowiada, kiwając głową.
- Okej. Grzecznie tu i uważaj na siebie - całuję małą w policzek, po czym opuszczam mieszkanie. Zaraz potem wsiadam do srebrnego auta. Ruszam w kierunku komendy. Na miejsce dotarłem za dziesięć ósma. Wchodzę do budynku. Szybko idę się przebrać, a już po chwili jestem w pokoju odpraw. Zajmuję jedno z wolnych miejsc. Obok mnie siedzi Krzysiek. 
- Hejka - witam go.
- Cześć. Widzę, że Jacuś jak zawsze w dobrym humorze.
- Oczywiście - uśmiecham się. - Agata z Hubertem dziś wyjechali do Hiszpani.
- I wszystko na twojej głowie.
- Takie życie. Są dopiero dwa miesiące po ślubie, więc...
- Dzień dobry - przerwał mi głos komendanta. 
Rozpoczęła się odprawa.


***
Witajcie! 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał.
Co sądzicie o córeczce Jacka? :)
Zapraszam do odwiedzenia zakładki bohaterowie, 
gdzie już ukazały się pozostałe postacie.
POZDRAWIAM!

4 komentarze:

  1. Coooooooooóoooóooóooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooóooooooooóoooooooooooooooooooooooooóooooooooóoooooooooooooooooooooooooóooooooooóoooooooooooooooooooooooooóooooooooóo Z kim Jacek ma ta córkę . Bo z Olą to raczej nie.Blody co ty kombinujesz.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Whot?
    Świetne
    Pozdrawiam
    ToJa

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no ale zes pojechala ty jak cos wymyslisz to tylko brakuje slow nic wiecej .kobieto ty jestes niebezpieczna...

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie.
    Czekam na next i życzę weny.
    Pozdrawiam.
    Devil

    OdpowiedzUsuń