Hałaśliwy dźwięk budzika ociera się o moje uszy. Leniwie wyciągnąłem rękę i jednym ruchem pozbyłem się nieprzyjemnego głosu. Ale wstać i tak musiałem. Położyłem się na plecach i niechętnie otworzyłem oczy. Przymrużyłem powieki, gdy oślepił mnie blask słońca. Poczułem nieznośny ból głowy. Pół nocy nieprzespanej, a do tego zapowiada się ciężki dzień. Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej, a następnie wstałem z łóżka. Ubrałem się i zszedłem na dół. Znalazłem jakieś tabletki przeciwbólowe, więc postanowiłem je zażyć. Potem wziąłem się za robienie śniadania. Koło siódmej w kuchni pojawiła się Julia.
- Cześć - przywitałem ją mało energicznie.
- Co jest? - zaczęła mi się przyglądać.
- Nic - odpowiedziałem krótko.
- Przecież widzę - nie dopuszczała.
- Ech... po prostu się nie wyspałem.
- Czemu?
- Bo nie mogłem zasnąć.
- Ale czemu?
- Mała... daj mi spokój - ciągle patrzy na mnie. - Proszę.
- Dobra, dobra - uśmiecha się.
Siadam przy stole i wspólnie spożywamy posiłek. Między nami panuje cisza. Ból głowy nie daje mi spokoju. Dobrze, że chociaż na córkę mogę liczyć. Nie wiem jak ja przetrwam dziś w pracy. O wpół do ósmej byłem gotowy do wyjścia.
- To ja już lecę - mówię do siedzącej na stole dziewczynki. - A ty zostajesz?
- Tak.
- To uważaj na siebie... I zejdź z tego stołu - ruszyłem w kierunku wyjścia.
- Tato!
- Tak?
- Chodź tu.
- Co jest? - pytam, powoli podchodząc do córki.
- No chodź.
Po chwili stałem już przy stole. Julka założyła mi ręce na kark i pocałowała w policzek.
- Kocham cię tato - uśmiechnęła się.
- Ja ciebie też słoneczko.
- No to się tak nie smuć.
- A dlaczego? - patrzę na nią.
- Bo ja tak mówię - przytula się.
- Oj... Dobrze. Muszę już lecieć. Papa - całuję ją w czółko i wychodzę.
Na komendę dotarłem przed ósmą. Chwilę później siedziałem już w pokoju odpraw. Na szczęście się nie spóźniłem. Jeszcze tylko tego by brakowało. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu. Zanim minęło kilka minut usłyszałem delikatne pukanie do drzwi, zza których wyłoniła się Ola.
- Hej - przywitała się.
- Cześć - uśmiechnąłem się lekko.
- Tym uśmiechem mnie nie zmylisz - spojrzała na mnie. - Coś się stało?
- Nie. A czemu miałoby się coś stać?
- Od razu widać, że dziś jesteś nie w formie.
- Po prostu się nie wyspałem.
- Jakaś imprezka?
- Nie. Powiedział bym raczej, że to przez ciebie - to zdanie najwyraźniej ją zdziwiło, a ja tylko leciutko się uśmiechnąłem.
- Jak to przeze mnie?
- Całą noc myślałem o tobie - słysząc to, wybuchnęła śmiechem.
- Cześć - przywitałem ją mało energicznie.
- Co jest? - zaczęła mi się przyglądać.
- Nic - odpowiedziałem krótko.
- Przecież widzę - nie dopuszczała.
- Ech... po prostu się nie wyspałem.
- Czemu?
- Bo nie mogłem zasnąć.
- Ale czemu?
- Mała... daj mi spokój - ciągle patrzy na mnie. - Proszę.
- Dobra, dobra - uśmiecha się.
Siadam przy stole i wspólnie spożywamy posiłek. Między nami panuje cisza. Ból głowy nie daje mi spokoju. Dobrze, że chociaż na córkę mogę liczyć. Nie wiem jak ja przetrwam dziś w pracy. O wpół do ósmej byłem gotowy do wyjścia.
- To ja już lecę - mówię do siedzącej na stole dziewczynki. - A ty zostajesz?
- Tak.
- To uważaj na siebie... I zejdź z tego stołu - ruszyłem w kierunku wyjścia.
- Tato!
- Tak?
- Chodź tu.
- Co jest? - pytam, powoli podchodząc do córki.
- No chodź.
Po chwili stałem już przy stole. Julka założyła mi ręce na kark i pocałowała w policzek.
- Kocham cię tato - uśmiechnęła się.
- Ja ciebie też słoneczko.
- No to się tak nie smuć.
- A dlaczego? - patrzę na nią.
- Bo ja tak mówię - przytula się.
- Oj... Dobrze. Muszę już lecieć. Papa - całuję ją w czółko i wychodzę.
Na komendę dotarłem przed ósmą. Chwilę później siedziałem już w pokoju odpraw. Na szczęście się nie spóźniłem. Jeszcze tylko tego by brakowało. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu. Zanim minęło kilka minut usłyszałem delikatne pukanie do drzwi, zza których wyłoniła się Ola.
- Hej - przywitała się.
- Cześć - uśmiechnąłem się lekko.
- Tym uśmiechem mnie nie zmylisz - spojrzała na mnie. - Coś się stało?
- Nie. A czemu miałoby się coś stać?
- Od razu widać, że dziś jesteś nie w formie.
- Po prostu się nie wyspałem.
- Jakaś imprezka?
- Nie. Powiedział bym raczej, że to przez ciebie - to zdanie najwyraźniej ją zdziwiło, a ja tylko leciutko się uśmiechnąłem.
- Jak to przeze mnie?
- Całą noc myślałem o tobie - słysząc to, wybuchnęła śmiechem.
- Ty mnie tu nie czaruj.
- No co? Taka prawda - puściłem jej oczko.
- Nikt ci nie kazał - wzruszyła ramionami, uśmiechając się przy tym. - A może tak na poprawę humoru... jakieś piwko wieczorem?
- Wiesz chętnie, ale mam dla ciebie inną propozycję.
- Jaką?
- Dostałem od kumpla dwa bilety do teatru.
- Do teatru?
- Yhym.. Przyjeżdża jakaś gwiazda. Podobno zabawne.
- No, to akurat by ci się przydało - uśmiechnęła się.
- To jak? - spojrzałem na nią z nadzieją.
- Bardzo chętnie z tobą pójdę. Uwielbiam teatr.
- Serio? - Ola twierdząco kiwnęła głową. - W takim razie siódma wieczorem w Rynku, Pod Fredrą.
- Okej. To do zobaczenia - uśmiechnęła się.
- Do zobaczenia.
Po rozmowie z Olą od razu poprawił mi się humor. Już się nie mogłem doczekać dzisiejszego wieczoru.
Godziny w pracy strasznie mi się dłużyły. Może dlatego, że ciągle myślałem o niej. Im bardziej chciałem być już w domu, tym czas leciał wolniej. A niby każda minuta ma sześćdziesiąt sekund.
Wreszcie nadeszła długo wyczekiwana godzina. O wpół do szóstej byłem już w domu. Postanowiłem zadzwonić do Krzyśka. Wybrałem jego numer i połączyłem się z nim.
- Cześć Jacek - usłyszałem w słuchawce.
- Cześć. Jesteś jeszcze w pracy?
- Nie, w domu jestem.
- To dobrze. Mógłbym podrzucić do ciebie Julkę.
- Jasne. Nie ma sprawy.
- Dzięki. Cześć - rozłączyłem się.
Zrobiłem córce coś do jedzenia, a sam poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wyszedłem z łazienki, było 10 po osiemnastej. Julka nadal siedziała przy stole.
- Jedz szybciej - powiedziałem, zapinając guziki niebieskiej koszuli.
- Tato...
- Będziesz dziś nocować u Tośka.
- Dlaczego?
- Bo wrócę późno. Wychodzimy - powiedziałem zakładając buty. Mała wstała i razem wyszliśmy z domu. Udaliśmy się do mieszkania Zapały.
- Cześć - przywitał nas Krzysiek.
Weszliśmy do środka. Julka od razu pobiegła do pokoju Antoniego, gdzie znajdował się chłopiec.
- No no... Widzę, że kolega z jakąś panienką na randkę się umówił - zaśmiał się sierżant.
- No nie do końca.
- To znaczy?
- To jest... bardziej takie... no... zwykłe spotkanie.
- Jasne, jasne - zaśmiał się. - Z kim się umówiłeś?
- Z Olą - odparłem po krótkiej chwili zastanowienia.
- Jaką Ol... córką komendanta?
W odpowiedzi przytaknąłem ruchem głowy.
- Wyczuwam tu miętę - popatrzył na mnie, a ja uśmiechnąłem się.
- Nie ukrywam, podoba mi się.
- Czyli jednak randka.
- Weź przestań. To pierwsze spotkanie. Nie wiem, czy coś z tego będzie. Nie chcę zapeszać.
- To trzymam za was kciuki - znowu się zaśmiał.
- Tylko żeby to zostało między nami.
- Oczywiście. Leć już - poklepał mnie po plecach.
Wyszedłem z mieszkania i ruszyłem w kierunku Rynku. Całą drogę myślałem o Oli i rozmowie z Krzyśkiem. Dobrze mieć takiego przyjaciela.

Czytam twoje opowiadania i tak się zastanawiam, kiedy w końcu coś będzie o matce Julii? Bardzo mnie to ciekawi.
OdpowiedzUsuńSuper opowiadanie, czekam na kolejne
Spokojnie, wszystko po kolei :D
UsuńDzięki za komentarz.
Pozdrawiam
1 randka? Świetnie to wymyśliłaś. Mam nadzieje że Jacek tego nie spieprzy a Julka wreśćie coś z niego wyciągnie.
OdpowiedzUsuńA tak między nami to ten dilog końcowy był śmieszny.
Słodka kotka :)
1 randka? Świetnie to wymyśliłaś. Mam nadzieje że Jacek tego nie spieprzy a Julka wreśćie coś z niego wyciągnie.
OdpowiedzUsuńA tak między nami to ten dilog końcowy był śmieszny.
Słodka kotka :)
Heh super opowiadanie a mnie ciekawia dalsze czesci w twoim opowiadaniu jacek jest taki powazny inny niz w serialu troskliwy ... A ten dialog był fajny wyczuwam mete do kolezanki .. Heh super dialog czekam na kolejna czesc moze dzis ???
OdpowiedzUsuńZapraszam na siedemnasty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttps://zaspiewajmyrazem.blogspot.com/
Zapraszam na epilog! :)
OdpowiedzUsuńhttps://zaspiewajmyrazem.blogspot.com/p/epilog.html
Super opowiadanie. Tak jak zawsze.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
S.t.o.