Było może za osiem siódma, kiedy dotarłem do restauracji Pod Fredrą. Ola już na mnie czekała przy wejściu.
- Cześć - przywitała się i posłała mi uśmiech.
- Cześć. Długo czekasz?
- Dosłownie minutkę. Wchodzimy?
Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca. Równo o 19 rozpoczęła się sztuka. Rzeczywiście była bardzo zabawna. Wszystko trwało prawie dwie godziny. Po tym czasie opuściliśmy teatr. Spacerkiem szliśmy przez park. Wolnymi krokami zmierzaliśmy w kierunku mieszkania Aleksandry.
- Świetna ta sztuka, naprawdę - oznajmiła.
- Podobało ci się?
- Yhym.
- A wiesz, że mi też? Tylko, po prostu wstydziłem się zapytać, czy tobie się podobało.
- Cześć - przywitała się i posłała mi uśmiech.
- Cześć. Długo czekasz?
- Dosłownie minutkę. Wchodzimy?
Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca. Równo o 19 rozpoczęła się sztuka. Rzeczywiście była bardzo zabawna. Wszystko trwało prawie dwie godziny. Po tym czasie opuściliśmy teatr. Spacerkiem szliśmy przez park. Wolnymi krokami zmierzaliśmy w kierunku mieszkania Aleksandry.
- Świetna ta sztuka, naprawdę - oznajmiła.
- Podobało ci się?
- Yhym.
- A wiesz, że mi też? Tylko, po prostu wstydziłem się zapytać, czy tobie się podobało.
- Nie no, bardzo. I ten aktor, fantastyczne. Świetna energia.
- Mmm na prawdę, podobał ci się?
- No..
- Mmm na prawdę, podobał ci się?
- No..
- Ale że co? Że tak prywatnie?
- Może nie do końca był w moim typie, ale miał coś w sobie.
- Rozumiem - przewróciłem oczami.
- A w ogóle, bardzo ci dziękuję za zaproszenie. To o wiele lepsze niż piwo - zaśmiała się. - A i twój humor się poprawił.
- No rzeczywiście. Dobra sztuka i dobre towarzystwo to to, czego mi było trzeba - również się zaśmiałem.
Rozmowa nam się sama kleiła. Nim się obejrzeliśmy, byliśmy już pod blokiem Oli.
- Może wejdziesz - zaproponowała.
- Jest już późno. Może następnym razem - uśmiechnąłem się.
- Aha, czyli będzie następny raz?
- No mam taką nadzieję.
- To do zobaczenia - powiedziała.
- Do jutra.
Zaraz Aleksandra zniknęła za drzwiami budynku. Ja stałem jeszcze krótką chwilę przed blokiem. Następnie odwróciłem się i ruszyłem w stronę swojego mieszkania. Kiedy dotarłem na miejsce, było po dwudziestej drugiej. Rzuciłem się na łóżko i wpatrzony w sufit, rozmyślałem o niej. Ciągle miałem ją przed oczami. Jej uśmiech. Jej cudowne, błękitne oczy... najpiękniejsze jakie widziałem.
Na moje usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Po dłuższej chwili zasnąłem, a ona ciągle była przy mnie.
Smuga światła znalazła drogę do mojej twarzy przez szparę między zasłonami i obudziła mnie, zanim zadzwonił budzik. Wstałem z łóżka i zszedłem na dół. Na śniadanie zrobiłem sobie jajecznicę. Zjadłem ją, a po wypiciu porannej kawy, poszedłem wziąć prysznic. Strumień ciepłej wody przyjemnie rozpływał się po moim ciele. Dwadzieścia po siódmej byłem gotowy do wyjścia. Zaraz potem siedziałem już w aucie i jechałem w kierunku komendy. Po niecałych dwudziestu minutach byłem na miejscu. Poszedłem się przebrać w mundur. Następnie udałem się do swojego gabinetu. Zasiadłem za biurkiem, gdy usłyszałem znajomy mi głos.
- Cześć - w progu stanął Krzysiek.
- No cześć - spojrzałem na niego. - Jak tam Julka? Grzeczna?
- Oczywiście, nic się nie martw.
- A... teraz jest u ciebie?
-Tak i wiesz... Tośka samego w domu nie zostawiam, ale jak jest z Julką to jestem jakiś spokojniejszy - zaśmiał się.
- No i bardzo dobrze. Julka się wszystkim zajmie - wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ale ty lepiej gadaj, jak tam twoja randka.
- To nie randka tylko...
- Dobra, dobra. Jak zwał, tak zwał. Ale jak było?
- Fajne.
- Fajnie... I tylko tyle?
- No a co?
- No coś więcej byś najlepszemu kumplowi powiedział - zaśmiał się.
- No... Odprowadziłem ją do domu. Ona zapytała, czy wejdę, ale...
- Ale co? - popatrzył na mnie.
- Powiedziałem, że może następnym razem.
- Aha - przyjrzał mi się z takim dziwnym uśmieszkiem.
- Co aha?
- Odprawa się zaczyna - wstał i wyszedł z pomieszczenia. Przez chwilę patrzyłem za nim, ale zaraz również udałem się do pokoju odpraw. Po około piętnastu minutach z powrotem siedziałem za biurkiem w swoim gabinecie. Już po chwili było pierwsze zgłoszenie.
- Starszy aspirant Jacek Nowak, Komenda Miejska Policji.
- Dzień dobry, Józef Malinowski. Chciałem zgłosić kradzież.
- Dobrze, a co skradziono?
- Zginęły pamiątki po babci.
- Z domu zginęły?
- Tak.
- Proszę podać adres.
- Ulica Błękitna 15/8.
- Wysyłam patrol.
Odłożyłam słuchawkę i wziąłem do ręki krótkofalówkę.
- 05 zgłoś dla 00.
- 05 zgłaszam - usłyszałem ciepły, dobrze mi znany głosik.
- Błękitna 15 mieszkania 8.
- A o co chodzi?
- Mamy kradzież. Z domu pana... Józefa Malinowskiego zginęły pamiątki.
- Ale było włamanie?
- Pojedziecie, to spawdzicie - zaśmiałem się.
- Dobra jedziemy, bez odbioru.
Mijała godzina za godziną. Służbę kończyłem dziś o 17. Było kilka minut po 16, gdy zadzwoniła do mnie Julka.
- Cześć kochanie - powitałem ją.
- Cześć tato, kiedy wracasz?
- No tak za godzinkę, a coś się stało?
- Tak. Mleko się skończyło. Okej kupię. Coś jeszcze?
- Możesz jeszcze kupić sok.
- Okej.
- Ale nie zapomnij.
- Nie zapomnę - zaśmiałem się.
- No dobra, to papa.
- Papa.
Ostatnia godzina służby zleciała mi bardzo szybko. Kiedy już opuściłem komendę, pojechałem do sklepu. Kupiłem to, o co prosiła mnie córka i parę innych rzeczy przy okazji. Przed osiemnastą byłem w domu.
- Kochanie jestem - krzyknąłem.
Jak zwykle nie musiałem długo czekać, by przy mnie znalazła się moja cudowna córeczka. Mimo że nie była już taka maleńka jak kiedyś i nie była taka lekka, wziąłem ją na ręce. Razem udaliśmy się do kuchni. Przygotowałem małą kolację, a po zjedzeniu jej, poszliśmy do salonu.
- To co oglądamy? - spytałem siadając na kanapie.
- Może jakiś horror - spojrzała na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
- Ohoho jasne. Za mała jesteś - zaśmiałem się.
W końcu zdecydowaliśmy się obejrzeć jakąś komedię. Znaleźliśmy coś ciekawego i zaczęliśmy oglądać. Półtorej godziny później film dobiegł końca. Wykąpaliśmy się i położyliśmy do łóżek. Znowu nie mogłem zasnąć. Znowu odpadły mnie wspomnienia, dopadła mnie przeszłość.

Wow żeś zaszalała... Super opowiadanie...
OdpowiedzUsuńWybacz że tak rzadko komentuje na twoim blogu ale ty i tak wszystko wiesz co czuje i myślę o opow bo i tak ze mną gadasz :P
Zastanawia mnie kiedy nadejdzie Kolacja i kiedy Olka dowie się że Jacek nie jest taki świetny i ma córkę i byłą żonę/ dziewczynę/ narzeczoną czy coś takiego :P
A to imię Józef ah :D
pozdrawiam w ten ciepły wieczór i życzę miłych Wakacji i mniej wkurzających osób takich jak ja :D
Alicja
Ciepły wieczór? U mnie deszcz pada, mokro i zimno :/ :D
UsuńKolacja... hmm niedługo, ale Olka się tak prędko nie dowie :D chyba... Z resztą zobaczy się jeszcze.
Tobie również życzę miłych wakacji :D
Pozdrawiam
A więc super opowiadania u mnie świeci słonko cieplutko jest . życzę ci miłych wakacji .heh tak tobie po mimo tego że, ty masz takie hobby jakim jest denerwowanie mojej biednej osoby. Ale te imię to wymyśliłaś normalnie mój dziadek tak miałam na imię :P . A i miałam jeszcze jedna nadzieje że , jacuś bd inny niż myślałam ale ty ja zniszczyłaś .I ja sie zastanawiam kiedy w koncu będzie coś o matce julki . czy to jest była żona czy zmarła bo była na coś chora czy ona go zdradziła .
OdpowiedzUsuńProszę o to długi komentarz
Pozdrawiam miłych leniwych wakacji .
Hello! Co wy się tak czepiacie tego Józefa? :D Co do matki Julii to mogę zapewnić, że w następnym rozdziale COŚ o niej będzie xD
UsuńPozdrawiam
Cudowne opowiadanko.
OdpowiedzUsuńWiem że znowu stwierdzisz że czepiam się pana Józefa ale tak ma ni imię mój przyjaciel. Czytałam inne komentarze i dowiedziałam się że obiecuje że opowiesz coś o matce Julki. Nie umię się doczekać.
Zapraszam do mnie i pozdrawiam oraz życzę miłego wieczoru.
Karmelka❤
Super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
S.t.o