***
Jacek wyszedł z pokoju, a po chwili drzwi ponownie się otworzyły i moim oczom ukazał się komendant.- Cześć tato - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Cześć. Co u ciebie?
- Wszystko dobrze. A u ciebie? Coś się stało?
- Widziałem, że Jacek do ciebie zaglądał.
- A co ty się w wielkiego brata bawisz? - przyjrzałam się mu.
- Co chciał? - wzruszył ramionami.
- Jezu, nic nie chciał... O Mikołaja pytał - dodałam szybko.
- Wiesz co, on taki jakiś dziwny ostatnio chodzi. Wiesz coś o tym?
- Sorry, ale nie mam pojęcia - wzięłam do ręki stojący na biurku kubek.
- Tak? Bo mi się wydaje, że masz z tym COŚ wspólnego... I te COŚ jest dość spore.
- O co ci chodzi?
- Może ty mi powiesz, o co chodzi? Co cię z nim łączy?
- Nie mam zamiaru ci się z niczego tłumaczyć.
W tym momencie do pokoju wkroczył Mikołaj, przepraszając za swoje spóźnienie. Ojciec popatrzył jeszcze raz na mnie, raz na Białacha, a potem w nieciekawym nastroju opuścił pomieszczenie. My zabraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy na patrol.
***
10 września O 16 skończyłem pracę, a około pół godziny później byłem w domu.
- Cześć kochanie - powiedziałem, całując córkę w policzek. - Co dziś robiłaś?
- Nic ciekawego - spojrzała na mnie.
- To co chcesz na obiad?
- Zapiekankę - uśmiechnęła się.
Takiemu dziecku nie sposób odmówić. Wzięliśmy się więc za przyrządzanie zapiekanki ziemniaczanej. Jakąś godzinę później siedzieliśmy już przy stole, delektując się pyszną potrawą. Kiedy już posprzątaliśmy po obiedzie, czy też obiadokolacji, razem wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Po kilkunastu minutach zaparkowałem auto pod domem szwagra. Weszliśmy do środka, gdzie powitało nas zawsze wesołe małżeństwo. Rozmawialiśmy przez kilka minut, a potem zostawiłem im Julkę i wróciłem do domu. Wziąłem prysznic i zacząłem szykować się na przyjęcie do Moniki. Po dziewiętnastej ponownie wyszedłem z domu i udałem się do Oli. Drzwi otworzyła mi jak zwykle piękna właścicielka mieszkania.
- Cześć ślicznotko! Gotowa?
- Jeszcze chwilkę - weszliśmy do środka. Ola od razu skierowała się do łazienki. Poszedłem za nią. Stanąłem w drzwiach, a ona zaczęła poprawiać makijaż.
- Gadałam rano z ojcem - oznajmiła po chwili. - Coraz bardziej się domyśla, że jesteśmy razem.
- Jak to jest, że wszyscy wokół wiedzą, a ojciec dowiaduje się na końcu? - zaśmiałem się. - Myślisz, że mi Julka też nie będzie chciała nic powiedzieć? - zapytałem, ciągle przyglądając się jej idealnie dopasowanej do ciała, krótkiej sukience.
- Nie mam pojęcia - odwróciła się w moją stronę. - Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Jasne - odwzajemniłem jej gest i zaraz wyszliśmy z mieszkania. Przed blokiem czekała już taksówka, która zawiozła nas do Kownackiej. Po chwili byliśmy już w mieszkaniu, gdzie zastaliśmy również Mikołaja, Emilkę, Krzyśka, Mieszka i kilkoro innych policjantów. Stół był zastawiony przeróżnymi przekąskami. Oczywiście nie zabrakło też alkoholu, wręcz był on w nadmiarze. Rzecz jasna, że nic nie mogło się zmarnować, dlatego nie szkodowaliśmy sobie żadnej wódki, piwa, whisky, wina czy szampana. Nie wiem jak komenda będzie jutro funkcjonować, bo wątpię, że któraś z obecnych tu osób będzie w stanie pójść rano do pracy. Ja wziąłem sobie na jutro wolne, Ola i Mikołaj mają na nocną zmianę, a reszta? Nie mam pojęcia i szczerze mnie to nie obchodzi. Liczy się tu i teraz. Trzeba starać się wykorzystać ten czas jak najlepiej. Szkoda życia na zamartwianie się tym, co było wczoraj, czy też tym, co będzie jutro.
Czas leciał, zabawa trwała w najlepsze. Na początku Monika opowiadała o operacji swojego syna, o rehabilitacji i trochę o tym, jak jest w Austrii. Opowieść była dłuuuga, a potem tematy zeszły na niższy poziom i już gadaliśmy o niczym i w sumie bez sensu. Ale jakoś nikomu to szczególnie nie przeszkadzało, bo każdy myślał o trzymanym w ręku kieliszku. Krzysiek odpadł przed pierwszą w nocy. Postanowił się zdrzemnąć i zajął jakiś pokój w mieszkaniu Moniki, gdzie mógł w spokoju się położyć, niekoniecznie na łóżku. Gdyż zbliżała się trzecia, chciałem wrócić do domu. Podszedłem więc do Oli, obejmując ją w pasie.
- Zmywajmy się już - szepnąłem jej do ucha, po czym zacząłem muskać je ustami.
- No to zamów taksówkę, a ja pójdę jeszcze do łazienki - poklepała mnie ręką po torsie, po czym zniknęła mi z oczu. Chwiejnym krokiem wyszedłem na korytarz, wyciągając z kieszeni komórkę. Zadzwoniłem po taksówkę, która miała być za nie więcej niż pięć minut i wróciłem do bawiących się, najwytrwalszych gości. Zaraz poczułem na plecach ciepłą dłoń. Odwróciłem się i znów ujrzałem śliczną Aleksandrę.
- Możemy już wychodzić, taksówka zaraz będzie - oznajmiłem i tak też zrobiliśmy. Opuściliśmy mieszkanie niezauważeni przez imprezowiczów. Na drodze na szczęście nie napotkaliśmy schodów, wiec po chwili byliśmy na zewnątrz. Jak się okazało, taksówka już czekała, więc nie zwlekając, wsiedliśmy do auta, śmiejąc się przy tym. Kierowca popatrzył tylko i pokręcił głową. Ola oparła się o moją klatkę piersiową, a ja jedną ręką objąłem ją na wysokości brzucha, a drugą delikatnie gładziłem jej udo. W końcu dotarliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z samochodu. Zapłaciłem taksówkarzowi, a potem udaliśmy się na górę. Weszliśmy do kuchni. Ola oparła się o stół. Podszedłem do niej i namiętnie pocałowałem jej usta. Spojrzałem jej w oczy.
- Wiesz co? - uśmiechnąłem się.
- Co takiego? - założyła ręce na moją szyję.
- Jesteś cudowna. Wątpię, że gdzieś na świecie jest druga taka kobieta jak ty. Jednocześnie taka piękna, mądra, czuła i kochana - głupkowaty uśmieszek ani na chwilę nie znikał z mojej twarzy.
- Co ty tak mi słodzisz? - roześmiała się.
- Ola... - przerwałem i klęknąłem na kolanach, łapiąc ją za ręce. - Wyjdziesz za mnie?
Piękne i słodkie
OdpowiedzUsuńA te oświadczyny to na poważnie? Trochę jestem w szoku. Nie wiem jak zareaguje Ola ale pewnie pomyśli że to przez alkohol to powiedział. Ja chce next. Najlepiej dzisiaj a jak nie to jutro. Da się?
Pozdrawiam i zapraszam do mnie na pewną informację
Aleksandra
Opowiadanie boskie. Po prostu takie słodkie i piękne.
OdpowiedzUsuńNajlepsza ta impreza i Krzysio, który odpadł ;) A co to oświadczyn, to trochę mnie zaskoczyłaś, ale oczywiście pozytywnie. Myślę, że to pewnie przez ten alkohol, choć nie powiem fajnie by było jakby to było na poważnie. Jestem bardzo ciekawa reakcji Oli. Dobrze, że nie są w Las Vegas, bo rano by się obudzili i byliby już małżeństwem :)
Czekam bardzoooo niecierpliwie na kolejną część
Pozdrawiam
Świetne. Mam nadzieję,że muszę spodziewać sie ślubu. Tylko jak teraz powiedzieć o tym Wysockiemu?
OdpowiedzUsuńŁohoho! No to żeś poszalał Nowak.
OdpowiedzUsuńAle na poważnie, to ich związek jest taki słodki, że chyba zaraz cukrzycy dostanę!
Ale jak będzie ślub to wbijam!
P.S. Dodałam rozdział, chyba wracam na bloga :p
ola-jacek-pip.blogspot.com/2016/08/rozdzia-2.html
Pozdrawiam
KWB
Świetne opowiadanie. Teraz tylko czy te zaręczyny są na poważnie, czy tylko tak mówi pod wpływem alkoholu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
S.t.o.