sobota, 17 września 2016

Rozdział 28.

***
6 grudnia
- Kochanie! - usłyszałam głos Huberta dochodzący z salonu.
- Co jest? - zapytałam stając w drzwiach.
- Nie mogę znaleźć tej niebieskiej koszuli - oznajmił, na co tylko pokręciłam z politowaniem głową, a następnie ruszyłam schodami na górę. Z szafy znajdującej się w sypialni wyjęłam wspomnianą wcześnie rzecz, po czym zaniosłam ją mężowi. Hubert uśmiechnął się widząc swoją koszulę. Wziął ją ode mnie i delikatnie ucałował mój policzek. Założył na siebie koszulę, którą chwilę później przykrył kurtką  kolorze czarnym. - To co, będę już leciał - przytulił mnie, a potem namiętnie pocałował. W dalszej kolejności sięgnął po niewielką walizkę i opuścił mieszkanie.
Zostałam sama. Na trzy dni. Na trzy dni Hubert wyjechał do rodziców, a ja niestety miałam pracę, nie mogłam załatwić teraz wolnego, przez co nie mogłam pojechać razem z nim.
Wróciłam do jadalni. Usiadłam przy stole, aby dokończyć jeść śniadanie. Minęło zaledwie kilka minut, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i ruszyłam w tamtym kierunku. Przekręciłam kluczyk i zaraz moje oczy dostrzegły Radka.
- Cześć - powiedziałam, a on tylko wcisnął mi w rękę gazetę.
- Już jest! - powiedział energicznie. Spojrzałam na trzymany w ręce przedmiot i... rzeczywiście, jest. I to na pierwszej stronie!
Zaprosiłam mężczyznę do środka. Zaczęliśmy rozmawiać. Na początku o artykule, a potem przeszło na inne tematy.
- Chciałem cię przeprosić za tamto... Chyba za dużo wypiłem...
- Wiesz co, nie wracajmy do tego. Zapomnijmy o tym...

***
Zbliżała się trzynasta, gdy do mojego gabinetu wszedł Buźka.
- Masz gościa - oznajmił, a ja spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
- Gościa? - powtórzyłem, a wtedy do pokoju weszła... - Julka? Co ty tutaj robisz? Dlaczego nie jesteś w szkole? - zasypałem ją pytaniami. Buźka zaśmiał się, opuszczając pomieszczenie.
- Skończyłam już zajęcia - odparła spokojnie.
- No to chyba powinnaś być w świetlicy.
- Koleżanka z klasy ma dziś urodziny.
- No i? - patrzyłem na nią, nie wiedząc, o co chodzi.
- No i mnie zaprosiła na przyjęcie.
- O której? 
- O 16 - uśmiechnęła się. - Mogę iść?
- Tylko, że ja kończę o 18.
- Pójdę sama.
- A co to za koleżanka?
- Ania Gwiazdecka, mieszka dwie ulice od nas - ukazała rządek białych ząbków.
- No... dobrze, odbiorę cię później.
- Okej - rzuciła mi się na szyję. 
- Siadaj, wezwę taksówkę i odwiezie cię do domu - oznajmiłem po chwili.
Mała posłusznie wykonała polecenie, a ja zamówiłem taksówkę pod komendę. Miała być na miejscu dosłownie za pięć minut, więc wziąłem córkę za rękę i razem udaliśmy się przed budynek. Zanim tam dotarliśmy, taksówka już czekała. Pożegnałem się z Julią i wróciłem do pracy.

***
8 grudnia
Było już po 21. Siedziałam na kanapie, wyczekująco nastawiając uszy. Ze zniecierpliwieniem czekałam na powrót męża. Wreszcie usłyszałam ten dźwięk. Dźwięk przekręcania klucza, otrzepywania butów ze śniegu, aż w końcu głos. 
- Cześć kochanie - obróciłam głowę i ujrzałam za sobą uśmiechniętego Huberta.
- Cześć - wstałam i zarzuciłam ręce na jego szyję, mocno go przytulając. - Zjesz coś? - zapytałam po chwili.
- Chętnie - odpowiedział i razem udaliśmy się do kuchni.


***
22 grudnia
Przechodząc przy jednym z pokoi na komendzie, usłyszałem kawałek rozmowy.
- Ale jak to? - rozbrzmiał głos Mikołaja. - To Ola nie wróci na święta do Polski? - słysząc te imię, zatrzymałem się na chwilę.
- A no... no nie wróci - oznajmił komendant. - Przyszło mi spędzać święta w samotności.
"Nie wróci" - te słowa dźwięczały w mej głowie. W jednej chwili wraz ze słowami komendanta wróciło wszystko, wszystkie wspomnienia. Tylki nie ONA. Ona nie wróci... Nie wróci...
Zamyślony wróciłem do swojego gabinetu, zajmując miejsce za biurkiem.

Zawsze doceniaj to, co masz...
Życie jest w stanie odebrać Ci znacznie więcej...

4 komentarze:

  1. W końcu jakiś kawałek o Oli ale smutny kawałek. Dlaczego nie może być tak ze ona wróci. Proszę, zrób to dla mnie. Niech Ola zrobi Jackowi niespodziankę i wróci. Albo niech chociaż Jacek do niej pojedzie. Błagam. Proszę 😪😪
    Bez Oli te opowiadania są dziwne. Niech wróci. 😭😭

    OdpowiedzUsuń
  2. Już myślałam, ze nic nie będzie o Oli. Szkoda, że takie smutne zakończenie. Mam nadzieję, ze jednak zrobi im wszystkim niespodzianke i wróci. Musi! Bez Oli, to nie to sami. Mam nadzieję, ze w nastepnym opowiadaniu będzie coś o niej
    Zapraszam na nowe opowiadanie: olaijaceklove.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no ja poprostu pójdę jednak dzisiak do wujka I poryczę sobie ten paralizator. No zabić Cię to mało ty nas widzę kochasz wkurza.
    Graveyard apparition

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na czwarty rozdział! :)
    http://najpiekniejszahistoria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń