niedziela, 25 września 2016

Rozdział 29.

24 grudnia
- Julka pospiesz się - poganiałem córkę, która zakładała buty.
- Już... - powiedziała zapinając zamek. Podałem jej kurtkę, a kiedy ją ubrała, wyszliśmy z mieszkania.
Pojechaliśmy na zakupy. Na początek postanowiliśmy kupić prezenty, bo wcześniej nie miałem do tego głowy... albo po prostu nie chciało mi się latać po sklepach w poszukiwaniu podarunków. Gdy znaleźliśmy już odpowiednie prezenty, musieliśmy zakupić rzeczy z listy, którą SMS-em przysłała mi Agata. Po kolejnych dwóch godzinach buszowania po sklepach, wreszcie mieliśmy  już wszystkie potrzebne produkty. Zapakowaliśmy wszystko do auta i ruszyliśmy w kierunku miejsca zamieszkania mojej siostry. Po godzinnym przebijaniu się przez liczne korki, dotarliśmy na miejsce. Było już po dwunastej. Weszliśmy do środka, zabierając ze sobą wszystkie zakupy, które zaniosłem do kuchni.
- Cześć - już w korytarzu usłyszeliśmy głos Huberta dochodzący z salonu. - Kto mi pomoże ubrać choinkę? - zapytał, a na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Julka momentalnie rzuciła wszystko i popędziła za głosem swojego wujka.
Ubieranie choinki nie zajęło dużo czasu, więc jakieś pół godziny później wszyscy siedzieliśmy w kuchni i staraliśmy się pomagać Agacie w przyrządzaniu potraw wigilijnych jak tylko mogliśmy. Koło piętnastej z pomocą przyszli nam rodzice Huberta. Mimo że wszystkie potrawy były już prawie gotowe, to pomoc przydała się chociażby do nakrywania stołu.
Równo o osiemnastej zasiedliśmy do stołu. Kiedy został odczytany fragment Pisma Świętego, połamaliśmy się opłatkiem, składając sobie życzenia. W końcu wzięliśmy się za smakowanie dwunastu wigilijnych potraw. Po kolacji nadszedł moment, na który czekają z pewnością wszystkie dzieci. Wszyscy przenieśliśmy się do salonu, otaczając pięknie przystrojoną choinkę. Wymieniliśmy się prezentami, a następnie zaczęliśmy śpiewać kolędy.

Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, 
gdy się ją dzieli.

25 grudnia
Wstałem jakoś po siódmej, a w domu panowała kompletna cisza, która aż dzwoniła w uszach. Pomyślałem, że Julka jeszcze śpi, ale mimo wszystko zajrzałem do jej pokoju. Ku mojemu zdziwieniu wcale nie spała. Leżała w łóżku z białą kartką papieru i kredkami na poduszce.
- Co robisz? - zapytałem, a ona w mgnieniu oka odwróciła głowę w moją stronę.
- Rysuję - odparła, uśmiechając się szeroko. 


- To ja idę zrobić śniadanko - odwzajemniłem uśmiech i opuściłem jej pokój.
Zszedłem po schodach i zaraz znalazłem się w kuchni. Postanowiłem przygotować naleśniki, a kiedy już prawie były gotowe, miałem zawołać Julkę. Jednak mała najwyraźniej poczuła ten charakterystyczny zapach i sama przybiegła do kuchni, zanim zdążyłem się odezwać. 

Tuż przed dwunastą zaparkowałem auto pod domem Agaty i Huberta. Razem z córką weszliśmy do środka. Nie zdziwiło mnie, że rodzice mężczyzny ruszyli już w drogę powrotną do Warszawy. Bardziej zaskoczyła mnie obecność Radka. Chociaż... powinienem już się przyzwyczaić, bo małżonkowie bardzo zaprzyjaźnili się z dziennikarzem. Zresztą ja również bardzo go polubiłam. Ma takie lekkie podejście do życia i specyficzne poczucie humoru. Trudno było go nie lubić. Potrafił z każdym złapać wspólny język. Wiedział jak zachować się w danej sytuacji i zawsze znajdował sposób na poprawienie innym nastroju. 
Z wielką przyjemnością dosiadłem się do stołu, gdzie Aga podawała już obiad, i dołączyłem się do rozmowy. 


7 komentarzy:

  1. Opowiadanie fajne tylko czemu Oli nie ma??!!?! Tęsknię za opowiadanie jak Ola była z Jackiem.I mam pytanie
    Jest jeszcze jakaś szansa że oni będą razem?
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na piąty rozdział! :)
    http://najpiekniejszahistoria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko tyle? :P Liczyłam na dalszy ciąg, w którym będzie coś o Oli. Myślałam, ze zrobi wszystkim niespodziankę i nagle zjawi się w drzwiach

    OdpowiedzUsuń
  4. A gdzie Ola?
    Wiem że to blog o jacku ale ola chba powinna się tu pojawić. No ale mamy chba podobny charakter bo ja też kocham przedłużać i wkurzać.
    Graveyard apparition

    OdpowiedzUsuń