Po piętnastu minutach komendant zakończył odprawę. Udałem się więc do swojego gabinetu. Usiadłem za biurkiem i zacząłem przeglądać raporty. Zebrałem wszystkie, które miałem zaraz zanieść Wysockiemu. Jednak zadzwonił telefon.
- Komenda Miejska Policji we Wrocławiu, słucham?
- Maria Dąbrowska, pobili mężczyznę.
- Kto pobił?
- Nie wiem. Leży facet przy drodze, twarz cała we krwi - mówi kobieta.
- Proszę podać adres.
- Adres... przy ulicy Słonecznej.
- Dobrze, wysyłam karetkę.
Wezwałem pogotowie oraz wysłałem jeden z patroli na miejsce zdarzenia. Po chwili usłyszałem głos w krótkofalówce.
- 00 dla 05.
- Co jest 05?
- Mamy do ciebie sprawę.
- Jaką?
- Potrzebne nam akta pewnej sprawy.
- Ech... podaj nazwisko.
- Zabielski Jarosław, ksywa "Jaro".
- Okej, zajmę się tym.
- Dzięki.
Odłożyłam radio i zacząłem szukać dokumentów, o których mówił Mikołaj. Znalazłem je dopiero ponad pół godziny później, bo w międzyczasie odebrałem cztery zgłoszenia o przestępstwach. Kiedy już miałem w ręku teczkę, gdzie znajdowały się akta sprawy, postanowiłem zawiadomić potrol 05.
- 05 zgłoś dla 00.
- 05 zgłaszam.
- Mam dla was te akta. Wpadnijcie na komendę.
- Okej.
Minęło jakieś pięć minut, po których w progu stanęła ona - Aleksandra Wysocka, córka komendanta. Zaraz za nią wszedł Białach. Podałem mężczyźnie teczkę do ręki. Otworzył ją i zaczął czytać. Ola podeszła bliżej niego i przez ramię zaglądała w akta. Uśmiechnąłem się, widząc, jak delikatnie wznosi się na palcach. Mikołaj przeglądał dokumenty, nie zwracając na nią uwagi. W końcu zrezygnowana usiadła na krześle po drugiej stronie biurka. Ja ciągle nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Ona spojrzała na mnie z groźną miną. Przestałem się śmiać, a na mojej twarzy zapanowała kompletna powaga. Olka popatrzyła na mnie i sama wybuchneła śmiechem, więc ja również znowu zacząłem się śmiać. Białach oderwał wzrok od akt i spojrzał w naszym kierunku. Aleksandra tylko wzruszyła ramionami, po czym wstała. Wyrwała teczkę z jego rąk i opuściła pokój. Białach odprowadził ją wzrokiem, następnie popatrzył na mnie. Zaraz potem również wyszedł z gabinetu. Zamyśliłem się na chwilę, ale potem od razu wróciłem do pracy. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
- Cześć braciszku - usłyszałem głos Agaty.
- Cześć - przywitałem ją.
- Pozdrowienia z Hiszpanii - zaśmiała się w słuchawkę.
- Dotarliście?
- Tak. Już jesteśmy w hotelu, a zaraz lecimy na plażę.
- Zazdroszczę wam - śmieję się. - Zdjęcie mi wyślij.
- Oczywiście. Dla ciebie wszystko.
- Muszę już kończyć, bo jestem w pracy - oznajmiam.
- Jasne. To papa, buziaczki - śmieje się.
- Papa - kończę rozmowę. Odkładam telefon i z uśmiechem na twarzy wracam do pracy. Po chwili słyszę sygnał przychodzącej wiadomości. Spojrzałem na ekran, a moim oczom ukazało się zdjęcie Agaty i Huberta. W tle było okno z widokiem na plażę. Uśmiechnąłem się.
- Komenda Miejska Policji we Wrocławiu, słucham?
- Maria Dąbrowska, pobili mężczyznę.
- Kto pobił?
- Nie wiem. Leży facet przy drodze, twarz cała we krwi - mówi kobieta.
- Proszę podać adres.
- Adres... przy ulicy Słonecznej.
- Dobrze, wysyłam karetkę.
Wezwałem pogotowie oraz wysłałem jeden z patroli na miejsce zdarzenia. Po chwili usłyszałem głos w krótkofalówce.
- 00 dla 05.
- Co jest 05?
- Mamy do ciebie sprawę.
- Jaką?
- Potrzebne nam akta pewnej sprawy.
- Ech... podaj nazwisko.
- Zabielski Jarosław, ksywa "Jaro".
- Okej, zajmę się tym.
- Dzięki.
Odłożyłam radio i zacząłem szukać dokumentów, o których mówił Mikołaj. Znalazłem je dopiero ponad pół godziny później, bo w międzyczasie odebrałem cztery zgłoszenia o przestępstwach. Kiedy już miałem w ręku teczkę, gdzie znajdowały się akta sprawy, postanowiłem zawiadomić potrol 05.
- 05 zgłoś dla 00.
- 05 zgłaszam.
- Mam dla was te akta. Wpadnijcie na komendę.
- Okej.
Minęło jakieś pięć minut, po których w progu stanęła ona - Aleksandra Wysocka, córka komendanta. Zaraz za nią wszedł Białach. Podałem mężczyźnie teczkę do ręki. Otworzył ją i zaczął czytać. Ola podeszła bliżej niego i przez ramię zaglądała w akta. Uśmiechnąłem się, widząc, jak delikatnie wznosi się na palcach. Mikołaj przeglądał dokumenty, nie zwracając na nią uwagi. W końcu zrezygnowana usiadła na krześle po drugiej stronie biurka. Ja ciągle nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Ona spojrzała na mnie z groźną miną. Przestałem się śmiać, a na mojej twarzy zapanowała kompletna powaga. Olka popatrzyła na mnie i sama wybuchneła śmiechem, więc ja również znowu zacząłem się śmiać. Białach oderwał wzrok od akt i spojrzał w naszym kierunku. Aleksandra tylko wzruszyła ramionami, po czym wstała. Wyrwała teczkę z jego rąk i opuściła pokój. Białach odprowadził ją wzrokiem, następnie popatrzył na mnie. Zaraz potem również wyszedł z gabinetu. Zamyśliłem się na chwilę, ale potem od razu wróciłem do pracy. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
- Cześć braciszku - usłyszałem głos Agaty.
- Cześć - przywitałem ją.
- Pozdrowienia z Hiszpanii - zaśmiała się w słuchawkę.
- Dotarliście?
- Tak. Już jesteśmy w hotelu, a zaraz lecimy na plażę.
- Zazdroszczę wam - śmieję się. - Zdjęcie mi wyślij.
- Oczywiście. Dla ciebie wszystko.
- Muszę już kończyć, bo jestem w pracy - oznajmiam.
- Jasne. To papa, buziaczki - śmieje się.
- Papa - kończę rozmowę. Odkładam telefon i z uśmiechem na twarzy wracam do pracy. Po chwili słyszę sygnał przychodzącej wiadomości. Spojrzałem na ekran, a moim oczom ukazało się zdjęcie Agaty i Huberta. W tle było okno z widokiem na plażę. Uśmiechnąłem się.
Po krótkiej chwili wróciłem do pracy. Dzień mi się dłużył, ale w końcu nadeszła godzina 16. Szybko zakończyłem ostatnie sprawy i opuściłem komendę. Po około dwudziestu minutach byłem już w domu.
- Julka! - krzyczę. - Jestem!
Lada moment widzę zbiegającą po schodach córkę. Za nią biegnie Tosiek. Oboje mają wesołe minki. Uśmiecham się na ich widok.
- Cześć - witam się z nimi i przytulam dziewczynkę. Wszyscy razem kierujemy się do salonu. - Co robiliście?
- Nudziliśmy się - mała ukazuje rządek zębów. - Pójdziemy gdzieś? - pyta.
- A gdzie chcecie iść?
- Nie wiem. Chodźmy po prostu na spacer - łapie mnie za rękę.
- No dobrze - uśmiecham się. Dzieciaki zakładają buty, a zaraz potem wychodzimy z domu. Przeszliśmy przez park, po czym postanowiliśmy pójść na pizzę. Udaliśmy się więc do pizzeri. Zajęliśmy stolik i zamowiliśmy danie. Po pewnym czasie otrzymaliśmy zamówioną pizzę. Zaczęliśmy jeść, przy czym dużo rozmawialiśmy. Po niezdrowym obiedzie stwierdziliśmy wszyscy, że mamy ochotę na lody. I tak jakoś minęło nam całe popołudnie. Do domu wróciliśmy koło dziewiętnastej. Wkrótce zjawił się u nas Krzysiek, który przyjechał zabrać Tośka. Porozmawialiśmy z pół godzinki, a potem pożegnaliśmy się. Następnie poszliśmy się kąpać. Gdy już to zrobiliśmy, włączyliśmy sobie film komediowy. Jakoś po 22 położyliśmy się spać.
- Julka! - krzyczę. - Jestem!
Lada moment widzę zbiegającą po schodach córkę. Za nią biegnie Tosiek. Oboje mają wesołe minki. Uśmiecham się na ich widok.
- Cześć - witam się z nimi i przytulam dziewczynkę. Wszyscy razem kierujemy się do salonu. - Co robiliście?
- Nudziliśmy się - mała ukazuje rządek zębów. - Pójdziemy gdzieś? - pyta.
- A gdzie chcecie iść?
- Nie wiem. Chodźmy po prostu na spacer - łapie mnie za rękę.
- No dobrze - uśmiecham się. Dzieciaki zakładają buty, a zaraz potem wychodzimy z domu. Przeszliśmy przez park, po czym postanowiliśmy pójść na pizzę. Udaliśmy się więc do pizzeri. Zajęliśmy stolik i zamowiliśmy danie. Po pewnym czasie otrzymaliśmy zamówioną pizzę. Zaczęliśmy jeść, przy czym dużo rozmawialiśmy. Po niezdrowym obiedzie stwierdziliśmy wszyscy, że mamy ochotę na lody. I tak jakoś minęło nam całe popołudnie. Do domu wróciliśmy koło dziewiętnastej. Wkrótce zjawił się u nas Krzysiek, który przyjechał zabrać Tośka. Porozmawialiśmy z pół godzinki, a potem pożegnaliśmy się. Następnie poszliśmy się kąpać. Gdy już to zrobiliśmy, włączyliśmy sobie film komediowy. Jakoś po 22 położyliśmy się spać.

Super opowiadanie. Czekam na next.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się to podoba ale w bohaterach widziałam Olę. I ciekawa jestem kiedy ich połączysz i czy to w ogóle nastanie.
Ania
Super opowiadanko ;)
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuńŚwietne!
Pozdrawiam
ToJa
Super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńCzekam na next i życzę weny.
Pozdrawiam.
Devil