Służbę skończyłem koło piętnastej. Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę mieszkania Krzyśka. Dotarłem tam po dwudziestu pięciu minutach. Chwilę później stałem już pod jego drzwiami. Zapukałem, a zaraz w drzwiach ukazał się brunet.
- Cześć - przywitał mnie.
- Cześć - powiedziałem, wchodząc do środka.
- Co tam, jak tam? Jakiś taki zamyślony jesteś.
- Ola zaprosiła mnie na kolację.
- Ooo - przyjrzał mi się. - No chyba nie odmówiłeś?
- Nie, nie.
- To o co chodzi?
- Zastanawiam się, czy dobrze robię.
- Weź ty mi tu nie świruj, ok?
- A co z dziećmi?
- Oto jest pytanie - zaśmiał się. - No zostaną na trochę same, pójdą spać i nic im się nie stanie chyba, nie?
- Niby...
- Dobra ja muszę jeszcze coś załatwić, a potem do roboty.
- Okej.
Całą czwórką opuściliśmy mieszkanie. Krzysiek wsiadł do swojego auta i odjechał w swoją stronę. My wraz z Antkiem udaliśmy się do domu. Kiedy byliśmy już na miejscu, weszliśmy do kuchni. Postanowiłem zrobić dzieciakom coś do jedzenia. Po wspólnej naradzie wziąłem się za przygotowanie spaghetti. Pół godziny później danie było już gotowe.
- Jedzcie, a ja idę wziąć prysznic - oznajmiłem stawiając talerze na stole.
- Cześć - przywitał mnie.
- Cześć - powiedziałem, wchodząc do środka.
- Co tam, jak tam? Jakiś taki zamyślony jesteś.
- Ola zaprosiła mnie na kolację.
- Ooo - przyjrzał mi się. - No chyba nie odmówiłeś?
- Nie, nie.
- To o co chodzi?
- Zastanawiam się, czy dobrze robię.
- Weź ty mi tu nie świruj, ok?
- A co z dziećmi?
- Oto jest pytanie - zaśmiał się. - No zostaną na trochę same, pójdą spać i nic im się nie stanie chyba, nie?
- Niby...
- Dobra ja muszę jeszcze coś załatwić, a potem do roboty.
- Okej.
Całą czwórką opuściliśmy mieszkanie. Krzysiek wsiadł do swojego auta i odjechał w swoją stronę. My wraz z Antkiem udaliśmy się do domu. Kiedy byliśmy już na miejscu, weszliśmy do kuchni. Postanowiłem zrobić dzieciakom coś do jedzenia. Po wspólnej naradzie wziąłem się za przygotowanie spaghetti. Pół godziny później danie było już gotowe.
- Jedzcie, a ja idę wziąć prysznic - oznajmiłem stawiając talerze na stole.
Po tym, jak się wykąpałem, ubrałem białą koszulę i jasne jeansy. Było dwadzieścia po dziewiętnastej, a na dwudziestą miałem być u Oli. Zadzwonłem po taksówkę.
- Tato, a kto to jest Ola? - usłyszałem głos córki. Spojrzałem w jej stronę.
- Koleżanka - odpowiedziałem.
- I teraz idziesz się z nią spotkać?
- Tak. Dlatego wy teraz zostajecie tutaj - podszedłem do siedzących na kanapie ośmiolatków. - Macie być grzeczni. Oglądacie film, a później kładziecie się do łóżek, jasne?
- Jasne - zaśmiali się.
- Jakby się coś działo, to dzwońcie.
Pocałowałem córkę w główkę i wyszedłem z mieszkania. Akurat przyjechała taksówka, więc wsiadłem i ruszyliśmy w kierunku miejsca zamieszkania Aleksandry. Kilka minut przed dwudziestą stałem już pod jej drzwiami. Nacisnąłem na dzwonek. Po chwilkę moim oczom ukazała się postać Oli. Była ubrana w śliczną, niebieską sukienkę sięgającą kolan. Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. W salonie stał piękne przystrojony stolik. W powietrzu unosił się zapach potrawy przygotowanej przez Olę. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy jeść. Oczywiście dużo przy tym rozmawialiśmy i śmialiśmy się, a w międzyczasie popijaliśmy wino. Tematów do rozmów mam nie brakowało i czas leciał szybko. Było może wpół do 22, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Był to Krzysiek, więc musiałem odebrać. Przeprosiłem na chwilę Olę i wstałem od stołu, podchodząc do okna.
- Cześć. Co jest? - zapytałem od razu.
- Słuchaj, chodzi o Julkę.
- To znaczy? - spojrzałem na Olę i lekko się uśmiechnąłem.
- Dzwonił do mnie Tosiek. Powiedział, że Julka źle się czuje.
- Jak to źle?
- Nie wiem, ale jedź tam lepiej.
- Dobra, już tam jadę - rozłączyłem się. - Przepraszam cię Olu, ale muszę już lecieć.
- Coś się stało?
- Mam nadzieję, że nie - powiedziałem.
Szybko zamówiłem taksówkę, potem pożegnałem się z Aleksandrą i opuściłem jej mieszkanie. Trochę źle wyszło, że musiałem tak zostawić Olę, ale teraz liczyła się tylko Julia.
Niecałe pół godziny później byłem z powrotem w domu. Przekręciłem kluczyk i wszedłem do środka. Zaraz przez mnie pojawił się Tosiek.
- Gdzie jest Julka? - zapytałem.
- W łazience - oznajmił. - Wymiotuje.
Od razu udałem się do łazienki. Tam oczywiście zostałem to, o czym mówił syn Krzysztofa. Po chwili Julia podeszła do umywalki i przepłukała usta wodą.
- W porządku? - podszedłem do niej. Skinęła głową na "tak", ale nie wyglądała najlepiej. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Położyłem ją na łóżku. Zmierzyłem jej temperaturę, ale nie miała gorączki. Mówiła tylko, że boli ją brzuch. Podałem jej lekarstwo, a po chwili zasnęła. Na wszelki wypadek postawiłem jej przy łóżku plastikową miskę. Potem ja i Tosiek również położyliśmy się spać.
Następnego ranka, kiedy wstałem, od razu zajrzałem do Julki. Przespała całą noc. Mam nadzieję, że jej się poprawiło.
Zszedłem na dół, aby przygotować śniadanie. Gdy już to zrobiłem, zawołałem Tośka, który już nie spał, po czym poszedłem obudzić Julię.
- Kochanie - stanąłem w jej pokoju, a mała zaraz otworzyła swoje brązowe oczka. - Jak się czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęła się.
- Choć na śniadanie.
Mała wstała z łóżka i razem udaliśmy się do kuchni.
Po śniadaniu ubrałem się i ruszyłem do pracy. Na miejscu byłem dwadzieścia minut przed ósmą. Na korytarzu spotkałem Krzyśka.
- Cześć. Jak tam Julka? - zagadał.
- Wymiotowała, ale już jest wszystko w porządku.
- To dobrze. A jak randka?
- Też w porządku - zaśmiałem się. - Lecę się przebrać - oznajmiłem, odchodząc.
Kiedy zbliżała się ósma, udałem się do pokoju odpraw. Wchodząc, od razu zauważyłem siedząca na jednym z krzeseł Olę. Usiadłem obok, a ona od razu przeniosła wzrok w moją stronę.
- Hej - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy.
- Hej - powiedziała swoim cudownym, delikatnym głosem i uśmiechnęła się. - Jak tam? Wszystko już w porzadku?
- W jak najlepszym - odpowiedziałem nie odrywając od niej wzroku. Ona również ciągle patrzyła w moją oczy. Zadała jeszcze kilka krótkich pytań, na które równie krótko odpowiedziałem. Wtedy do pokoju wszedł komendant. Momentalnie wszyscy poderwali się z miejsc, a Wysocki ruchem ręki kazał z powrotem usiąść. Przeprowadził odprawę, którą po raz kolejny zakończył słowami:
- Starsza posterunkowa Wysocka do mnie na minutkę.
Następnie opuścił pomieszczenie. Ola rzuciła tylko krótkie "znowu", po czym wstała i poszła do gabinetu ojca.
Zabiję no po prostu zabiję .... Jak można coś takiego zrobić ....
OdpowiedzUsuńMoże by tak w nagrodę nowy next dziś .... Proszę ...
Pozd. Karmelka PL
Opowiadanie super. Czekam na next. Zapraszam również do mnie na bloga : http://opowiadaniapip.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuńA wiec w koncu wymyślilam . Ja tu sie. Cieszylam na randke .a ty ja zepsułaś ja niewiem jak tak można to było nawrt krocej niż w serialu . To jest poprostu barzyństwo... A tak pozatym .. To super opowiadanko o sorry ze tak dlugo nie pisalam komentarza .
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńCzekamy teraz jak Julka zacznie coś podejrzewać. Lub Ola. Ja nie wiem co Jacek zrobił z tą p.Zosia ale na serio ma wyczucie czasu.
Kornelka❤
Zapraszam na pierwszy rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttp://60dnidoroslosci.blogspot.com/
Do królowej Marzeny!
OdpowiedzUsuńJej wysokość Alicja uznała że twoje opowiadanie o królowo! Jest idealne. Nie pod względem wielkości królestwa czy ilości mieszkańców. Lecz idealne pod względem literackim. Opowiadanie jest na tyle godne przeczytania iż sama królowa Alicja z rodu Królewiczów postanowiła częściej wpadać na niezapowiedziane inspekcje bloga. Sam kanclerz rodu Przyborków nigdy nie napisał czegoś tak wspaniałego.
Jednakże przedstawicielce rodu nie spodobało się iż rycerz Jacek tak szybko zakończył spotkanie z damą dworu Olą. Postanowiła iż przez następne 20 lat z królestwa Przyborków ma wpływać do królewskiego skarpca 2.000 tyś złotych dukatów miesięcznie. Jeśli caryca Marzena się nie zgodzi będzie trzeba wystosować surowsze środki.
Być może jej królewskiej mości umknęło wśród tych licznych zajęć dworskich iż ród Królewiczów dysponuje potężnym blogiem oraz wieloma dzielnymi komentarzami.
Z wyrazami szacunku
Kanclerz rodu Królewiczów
Muszę przyznać, że mnie również nie zadowala, iż spotkanie trwało tak krótko. Jednak nie miałam na to wpływu. Wiadomo jak to jest z dziećmi. xD
UsuńJeśli się nie zgodzę, to jakie będą te surowsze środki? A tak w ogóle 2 000 złotych dukatów to ile polskich złotówek?
Droga caryco Marzeno z królestwa Przyborki.
UsuńOczywiście domyślam się iż to twój sekretarz pisał owe opowiadanie jednakże można było go ukarać za taki występek. :D W moim królestwie są 2 surowe kary. Jedna z nich to zakaz oglądania mego oblicza a druga zaś wydalenie z pałacu.
Surowsze środki pyta miłościwa pani? Cóż droga królowo. Jedno kliknięcie i po sprawie prawd aż? Jedno usuń i tyle :D Pach nie ma. Koniec finito miłościwa Pani.
Takie informacje powinien wiedzieć pański podskarbi. Jednakże aby zachować miłe stosunki między królestwami postanowię odpowiedzieć. 2000 dukatów i to na dodatek złotych to 3000 złoty Polskich.
Wielka i szanowana Królowa rodu Królewiczów Alicja
Mnie tam nie obchodzą żadne królestwa albo dukaty.JA CHCE WIEDZIEĆ KIEDY NEXT ?
UsuńPozd.KarmelkaPL
Ty to dopiero masz pomysły. U Ciebie naprawdę nigdy nie może być czegoś dobrego. Ale poza tym super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
S.t.o.