środa, 13 lipca 2016

Rozdział 14.

Staliśmy już przed drzwiami mojego mieszkania. Przekręciłem kluczyk w drzwiach, aby po chwili nacisnąć klamkę i przekroczyć próg.
- Kochanie! Jestem! - krzyknąłem, a zaraz przeszyło mnie mrożące spojrzenie Aleksandry.
Od razu słychać było odgłos zbliżających się stóp, które delikatnie naciskały podłogę.
- Jesteś nareszcie! - mała rzuciła mi się na szyję.
Na twarzy Oli malowało się zaskoczenie spowodowane widokiem ośmioletniej dziewczynki. Wycałowałem stęsknioną perełkę, opuszczając ją na ziemię.
- Poznajcie się - spojrzałem na zszokowaną Olę. - To jest Julka, moja córka - zwróciłem się do kobiety. - A to jest Ola - przedstawiłem dziewczynce szatynkę.
- Dzień dobry - blondynka wyszczerzyła małe ząbki.
- Cześć - odpowiedziała Aleksandra, próbując się uąmiechnąć.
- Idź skarbie na górę się pobawić - poprosiłem, a Julia od razu zniknęła na schodach. Spojrzałem na Olę.
- Jacek ja... - zaczęła się kręcić niespokojnie. - Sorry, ale ja tak nie mogę. Nie chcę rozwalać ci rodziny... - odwróciła się, łapiąc za klamkę.
- Ola... - chwyciłem ją za rękę. Spojrzała na mnie.
- Zostaw mnie... Mogłeś powiedzieć, że masz...
- Właśnie dlatego ci nie powiedziałem - przerwałem jej. - Wiem jak reagują kobiety na wieść, że mam dziecko. Nie powiedziałem ci od razu, bo chciałem, żebyś mnie najpierw lepiej poznała. Nie mam żadnej żony ani dziewczyny. Chodź, to wszystko ci opowiem - spojrzałem  na nią, po czym ruszyłem w stronę salonu. Ola po chwili zastanowienia podążyła za mną. Usiedliśmy na kanapie. Aleksandra spojrzała mi w oczy.
- No więc... jak to jest z Julką? - zapytała powoli.
Wziąłem głęboki oddech i zacząłem opowieść.
- Kiedy miałem siedemnaście lat, poznałem Maję. Chodziliśmy razem do szkoły, do równoległej klasy. Byliśmy razem przez rok, po którym okazało się, że jest w ciąży. Może to i było za wcześnie na dzieci, ale mimo wszystko cieszyliśmy się. Wszystko było dobrze, aż pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że życie Mai jest zagrożone. To był dla nas ogromny szok. Maja oczywiście chciała urodzić, ale ja nie chciałem jej stracić... - przerwałem na chwilę, próbując powstrzymać napływające do oczu łzy. - W końcu nadszedł ten dzień... Urodziła się Julka, ale Maja... zmarła przy porodzie. I tak w wieku dziewiętnastu lat zostałem samotnym ojcem.


Ola patrzyła na mnie ze współczuciem.
- Przykro mi - wydusiła z siebie. 
- Było ciężko, ale musiałem się pozbierać... - ciągnąłem dalej. - Dla Julki. Jest dla mnie najważniejsza. Minęło już osiem lat, a właściwie to minie... za kilkanaście dni. Powoli wchodziłem w przekonanie, że moje życie zostanie takie, jakie jest. Ja i Julka. Ale spotkałem ciebie i... - spojrzałem jej w oczy, lekko się uśmiechając. - Zależy mi na tobie i nie mógłbym tak po prostu o tobie zapomnieć... Nie chce, żebyś skreślała mnie tylko dlatego, że mam dziecko. Chciałbym, abyś dała mi szansę. 
Ola nie odrywała wzroku od moich oczu. Patrzyła uśmiechając się delikatnie. Odwzajemniłem uśmiech, a nasze twarze mimowolnie przysuwały się do siebie. Byliśmy już tak blisko. Objąłem dłońmi jej twarz i dotknąłem ustami jej ust. Całowalismy się, a czas jakby na chwilę zatrzymał się w miejscu. Miała takie cudowne, słodkie usta. 


- Tato... - usłyszałem głos córki. 
Delikatnie odsunąłem się od Oli i oboje spojrzeliśmy w stronę blondynki. 
- Tak?
- Mogę iść do Tośka? 
- Jasne, tylko...
- Wiem - ukazała rządek białych ząbków. - Mam mą siebie uważać.
Odwróciła się i pobiegła w stronę wyjścia. Po chwili było słychać trzaśniecie drzwiami. 
Spojrzałem na Olę, uśmiechając się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu. W końcu Ola rozpoczęła rozmowę.
- Fajna ta Julka - uśmiechnęła się. Pokiwałem głową z uśmiechem. - A... Tosiek to syn Krzyśka?
- Tak. Mieszkają dwie ulice dalej. Julka chodzi z Tośkiem do jednej klasy.
- Ona tak sama do niego poszła?
- To jest chwila drogi - uśmiechnąłem się.
- I zostawiasz ją samą w domu?
- Czasami - ponownie się uśmiechnąłem. - To już duża dziewczynka.
- Mimo wszystko powinna jednak być pod opieką osoby dorosłej. 
- Jakoś musimy sobie radzić - wzruszyłem ramionami. 
- A rodzice? Nie pomagają ci? - zapytała.
- Rodzice zginęli w pożarze zanim Julka się urodziła, a Maję wychowała babcia. Bardzo nam pomagała, ale zmarła cztery lata temu. Na szczęście jest Agata, moja siostra, i Hubert, jej mąż. Zawsze mogę na nich liczyć, ale oni mają też swoje życie.
Rozmawialiśmy bardzo długo. Opowiadałem jej o swoim życiu. Ona również opowiedziała mi o swojej mamie, o jej chorobie i śmierci. 
Koło dwudziestej na dworze zaczęło się ściemniać. Pożegnałem się z Olą, która stwierdziła, że było miło, ale już będzie wracać. Zaraz potem w domu pojawiła się Julka. Przygotowałem nam kolację, a potem obejrzeliśmy film. Spać położyliśmy się przed 23.

8 komentarzy:

  1. To mnie zagięłaś! Naprawdę spodziewałam się wielu rzeczy, ale... Taka historia nawet przez myśl mi nie przeszła. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, nie wiem, co powiedzieć. Zaskoczyłaś mnie z tą historią. Czekam na next i zapraszam do mnie na kolejne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Yyyyyyyy... NARESZCIE!!!CZŁOWIEKU W KONCU POWIEDZIAŁAŚ NAM CO DALEJ W CIĄGU TWOJE OPOWIADAŃ. I tak mnie zaskoczyła że ja nie wiem co będzie dalej.
    Kornelka ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietne opowiadanie
    Kiedy next?
    Pozdrawiam Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział zapewne jutro, a jak coś nie wypali xD to najwyżej w sobotę :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Opowiadanie cudne tak jak wszystkie. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział. Tak jak każdy inny.
    Pozdrawiam.
    S.t.o.

    OdpowiedzUsuń