Siedziałem na kanapie, trzymając w ramionach drobną blondynkę. Jedną ręką masowałem ją po jej zaokrąglonym brzuszku. Oparła głowę o moje ramię.
- Kocham cię - szepnąłem, całując ją w czoło.
Uśmiechnęła się delikatnie i złapała mnie za rękę.
- Jacek - również szeptała. - Wszystko będzie dobrze. Nie zostawię cię. Nawet jeśli... - zawahała się przed wypowiedzeniem tych słów. - Nawet jeśli umrę, to będę nad wami czuwać.
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Dlaczego nas to spotyka? Boję się.
- Pamiętaj, nigdy nie będziesz sam.
- Nie chcę żyć bez ciebie. Nie możesz mnie tu zostawić. Nie dam sobie rady z dzieckiem - zacząłem panikować.
- Dasz radę. Jesteś dzielny, musisz być... dla dziecka. Jacek... obiecaj mi... obiecaj mi, że się nie poddasz. Nigdy się nie poddasz.
- Obiecuję... Zrobię wszystko, żeby naszemu maleństwu niczego nie zabrakło.
- Kocham cię - szepnąłem, całując ją w czoło.
Uśmiechnęła się delikatnie i złapała mnie za rękę.
- Jacek - również szeptała. - Wszystko będzie dobrze. Nie zostawię cię. Nawet jeśli... - zawahała się przed wypowiedzeniem tych słów. - Nawet jeśli umrę, to będę nad wami czuwać.
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Dlaczego nas to spotyka? Boję się.
- Pamiętaj, nigdy nie będziesz sam.
- Nie chcę żyć bez ciebie. Nie możesz mnie tu zostawić. Nie dam sobie rady z dzieckiem - zacząłem panikować.
- Dasz radę. Jesteś dzielny, musisz być... dla dziecka. Jacek... obiecaj mi... obiecaj mi, że się nie poddasz. Nigdy się nie poddasz.
- Obiecuję... Zrobię wszystko, żeby naszemu maleństwu niczego nie zabrakło.
Zapadła głęboka cisza. Siedzieliśmy, tuląc się do siebie. Każde z nas było pogrążone w swoich myślach. Wielkimi krokami zbliżała się godziną zero. Wtedy zmieni się wszystko. Całe moje życie. Już nic nie będzie takie same. Będę ojcem i najprawdopodobniej stracę ukochaną osobę. Szanse, że Maja przeżyje były nikłe. Miałem nadzieję, że jednak nie umrze, ale musiałem być gotowy na najgorsze.
Wszystko przemija oprócz cierpienia,
ono pozostaje i życie zmienia.
Natrętny dźwięk budzika rozległ się po mojej sypialni i wcale nie zamierzał odpuścić. Niechętnie podniosłem się z materaca. Wyłączyłem niewielkich rozmiarów urządzenie i udałem się do łazienki, wziąć prysznic. Paręnaście minut później schodziłem już po schodach. Miałem na sobie szare spodnie dresowe, a przez ramię przewieszony granatowy ręcznik. Moim następnym celem było zrobienie śniadania. Gdy dotarłem do kuchni połączonej z jadalnią, moim oczom ukazała się siedząca przy stole Julka. Przed nią stał otwarty laptop, a ona wlepiała wzrok w jego ekran.
- Nie śpisz już? - spojrzałem na nią.
- Jak widać - uniosła wzrok znad komputera.
- No to co dziś jemy? Jajecznica czy kanapki z dżemem truskawkowym?
- Kanapki - obwieszcza bez żadnej chwili zastanowienia.
Przygotowałem posiłek, a po chwili wspólnie spożywaliśmy śniadanie. Gdy zjadłem, zostawiłem córkę, by przygotować się do pracy. Ubrałem się w jasne jeansy oraz biały T-skirt. Zszedłem na dół i pożegnałem się z dziewczynką. Opuściłem budynek. Zaraz siedziałem w aucie i jechałem w kierunku Komendy Miejskiej. Za dwadzieścia ósma dotarłem na miejsce. Tradycyjnie na sam początek poszedłem się przebrać w mundur, a następnie zasiadłem przy biurku w swoim gabinecie. Po chwili przywitał mnie ciepły głosik.
- Nie śpisz już? - spojrzałem na nią.
- Jak widać - uniosła wzrok znad komputera.
- No to co dziś jemy? Jajecznica czy kanapki z dżemem truskawkowym?
- Kanapki - obwieszcza bez żadnej chwili zastanowienia.
Przygotowałem posiłek, a po chwili wspólnie spożywaliśmy śniadanie. Gdy zjadłem, zostawiłem córkę, by przygotować się do pracy. Ubrałem się w jasne jeansy oraz biały T-skirt. Zszedłem na dół i pożegnałem się z dziewczynką. Opuściłem budynek. Zaraz siedziałem w aucie i jechałem w kierunku Komendy Miejskiej. Za dwadzieścia ósma dotarłem na miejsce. Tradycyjnie na sam początek poszedłem się przebrać w mundur, a następnie zasiadłem przy biurku w swoim gabinecie. Po chwili przywitał mnie ciepły głosik.
- Hej - uśmiechnęła się uroczo.
- Cześć ślicznotko - puściłem jej oczko.
- Co tam? - zapytała, przysiadając na krześle stojącym naprzeciw mnie.
- Nic ciekawego od wczoraj się nie wydarzyło... No, chyba że interesuje cię rozlane na stole kakao - zaśmiałem się.
Rozmawialiśmy przez kilkanaście minut, po których udaliśmy się na odprawę prowadzoną przez ojca Oli. Kwadrans później z powrotem siedziałem w swoim pokoju. Dzień był nadzwyczaj spokojny. Nie było żadnych bardziej poważnych zgłoszeń, więc już przed siedemnastą byłem w domu. Zjedliśmy z Julką obiad, a następnie wybraliśmy się na spacer. Spędziliśmy trochę czasu w parku i poszliśmy na lody. Po powrocie do domu wspólnie obejrzeliśmy film, przy czym dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Ogólnie rzecz biorąc, świetnie się bawiliśmy i przyjemnie spędziliśmy wieczór.
Kiedy śmieje się dziecko,
śmieje się cały świat.
Minęły dwa kolejne dni, więc jest czternasty sierpnia. Właśnie dziś Agata i Hubert wracają z wakacji.
Wstałem przed siódmą i przygotowałem śniadanie. Za dziesięć ósma byłem na komendzie, a chwilę później siedziałem w pokoju odpraw. Miejsce obok mnie zajmowała Ola. No właśnie... Z Olą powoli zaczyna nam się układać. Dużo rozmawiamy, poznajemy się nawzajem. Parę razy doszło również do nieśmiałych pocałunków. Wszystko zmnierzało ku dobremu.
Byłem w swoim gabinecie i przeglądałem akta jednej ze spraw, gdy zegar wskazywał piętnastą. Zadzwonił mój telefon. Wcale się nie zdziwiłem, widząc na ekranie zdjęcie uśmiechniętej Agaty.
- Cześć siostra - przywitałem ją.
- Hej, jak tam? O której dziś będziesz w domu?
- Tak jakoś po siedemnastej.
- Okej. To my tu czekamy na ciebie - w słuchawce usłyszałem śmiech i zaraz zakończyliśmy rozmowę.
Tak jak powiedziałem, dwadzieścia po piątej byłem w domu. Spodziewałem się, że zastanę tam młode małżeństwo i się nie pomyliłem. Całą trójką przygotowali wyśmienitą kolację, więc od razu zasiedliśmy przy stole. Agata i Hubert zaczęli opowiadać o swoich wrażeniach i przygodach w słonecznej Hiszpanii, a ja z Julką słuchaliśmy chętnie i z zaciekawieniem, co chwilę o coś dopytując. Para siedziała do późnego wieczora, przez co spać poszliśmy z Julką dopiero przed pierwszą.
Super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńCoraz więcej z każdym opowiadaniem dowiadujemy się o taj pani mamy Julki.
Kornelka ❤
PS. Zapraszam do mnie
Świetne 😍😍😍
OdpowiedzUsuńPozdrawia
ToJa
Swietne opowiadanie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Aleksandra
Świetne opowiadanie bardzo mi się podobało jak również ostatnie przepraszam bardzo że, ostatnio nie komentowałam twoich opowiadań ale nie miałam czasu i też nie było mnie w domu więc super opowiadanie i ta reakcja oli też bardzo fajna i podobają mi się to że wplatasz jego wspomnienia super.
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie bardzo mi się podobało jak również ostatnie przepraszam bardzo że, ostatnio nie komentowałam twoich opowiadań ale nie miałam czasu i też nie było mnie w domu więc super opowiadanie i ta reakcja oli też bardzo fajna i podobają mi się to że wplatasz jego wspomnienia super.
OdpowiedzUsuńCześć ! Jestem tu od niedawna, ale twoje opowiadanie już podbiły moje serce. Piszesz genialne, ale szkoda, że tak krótko :D
OdpowiedzUsuń(Jeżeli byś chciała to zapraszam do mnie)
http://taksobieblogujebolubie.blogspot.com/
Z chęcią zobacze twój blog zapraszam równiez na moje blogi.. O jacku i oli i emilce i krzysku .
UsuńKiedy next?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Aleksandra
Ps wie ktos moze jak zalozyc bloga. Prosze o odpowiedz 😍😍
Kiedy? Dobre pytanie. Jak się dowiesz, to mi powiedz xD
UsuńA tak serio to nie wiem. Nie mogę się za bardzo skupić. Ciężko mi się za to zabrać :/ W prawdzie zaczęłam pisać już w poniedziałek, ale to jest zaledwie kilka zdań :(
Pozdrawiam :*
Mam nadzieje ze uda ci sie dzisiaj cos wstawic
OdpowiedzUsuńZapraszam rowniez do mnie na bloga
Pozdrawiam Alelsandra
Świetne opowiadanie jak zawsze. Już od dawna czytam twojego bloga (nawet jeszcze jak pisałaś tamtego starego, którego już zakończyłaś, a był on naprawdę świetny, był taki inny niż wszystkie, pokazywał Ole i Jacka jako szczęśliwe małżeństwo z dziećmi, taką prawdziwą rodzinę) ale do rzeczy. Nigdy jakoś nie komentowałam, ale postanowiłam to zmienić. Ten blog też jest super, mam nadzieję, że akcja się niedługo rozkręci (chodzi mi o dalsze relacje Oli i Jacka no i oczywiście Julki z Olą, kiedy się dobrze poznają). Ale się rozpisałam. Naprawdę świetnie piszesz.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i pozdrawiam.
Zapraszam na czwarty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttp://60dnidoroslosci.blogspot.com/
Super opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.