Nastał kolejny poranek. Obudziłem się kilka minut przed siódmą. Nie musiałem się spieszyć, bo dziś zaczynam służbę o dziesiątej. Udałem się do kuchni, aby przygotować śniadanie. Zanim się za to zabrałem, zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć. Zaraz moim oczom ukazała się Agata.
- Cześć siostra - zaprosiłem ją do środka.
- Julka jeszcze śpi? - zapytała.
- Tak - oznajmiłem, krojąc pomidora.
- A wiesz jaki jest dziś dzień? - uśmiechnęła się tajemniczo i wpatrywała się w moją postać. Spojrzałem na nią, a następnie zerknąłem na kalendarz.
- No... piętnasty - obwieściłem.
- I to oznacza, że?
- Aga, w co ty się ze mną bawisz?
- Braciszku! Przecież masz dziś urodziny! - rzuciła mi się na szyję. - Nie pamiętasz nawet o swoich urodzinach?
- Nie muszę, bo ty zawsze pamiętasz - dałem jej buziaka w policzek.
Kiedy siostra już się ode mnie odsunęła, z powrotem zabrałem się za przygotowywanie posiłku. Agata postanowiła mi pomóc. Zaczęła też coś opowiadać, ale nie mogłem się skupić na jej słowach.
- Jacek! Słuchasz mnie? - zapytała po chwili.
- Tak, tak - odparłem szybko.
- Co ty tak posmutniałeś? - spojrzała na mnie.
- No wiesz, jestem o rok starszy - posłałem jej uśmiech. Wlepiła we mnie swoje zielone oczka i wyglądało na to, że nie zamierza odpuścić. - No dobra... - kontynuowałem. - Dziś ja mam urodziny, za tydzień Julka... Kolejna rocznica... Zaraz potem rocznica śmierci rodziców - mówiłem powoli. - Sierpień jak każdy poprzedni.
- Nie myśl teraz o tym. Dziś jest twoje święto, masz się uśmiechać - oznajmiła. Spojrzałem na nią tępym wzrokiem. - To jest rozkaz - dodała po chwili.
- Dobra, przyjąłem - uśmiechnąłem się.
Kilkanaście minut później przyszła Julia i całą trójką zasiedliśmy przy stole. Po śniadaniu poszedłem przygotować się do pracy, a następnie opuściłem mieszkanie. Mała została z Agatą. Zegar wskazywał dopiero dziewiątą, więc do rozpoczęcia służby miałem jeszcze godzinę. Postanowiłem się przejść. Ruszyłem pieszo w stronę komendy. Po chwili przechodziłem przez park. Pogoda była piękna. Słońce pięknie świeciło, wokół rosły kwiaty. Dało się słyszeć śpiew ptaków, a delikatny wietrzyk muskał moje włosy. Myśli rodzące się w mojej głowie zmierzyły w stronę zbliżającej się kolejnej rocznicy śmierci Mai. To już za tydzień... Wspomnienia ciągle wracają. Zawsze w ten dzień czuję się rozdary na pół. Chcę się cieszyć urodzinami córki, ale nadal brakuje mi ten uroczej, brązowookiej blondynki.
Za dwadzieścia pięć dziesiąta dotarłem na komendę. Po przekroczeniu progu od razu poszedłem się przebrać. Kilkanaście minut później siedziałem w swoim gabinecie. Próbując pozbyć się nękających mnie myśli, rzucam się w wir pracy. Nie zauważyłem jak do pokoju wkroczyła Ola. Stała i obserwowała jak zawzięcie przeglądam wszystkie raporty.
- Jacek, bo zaraz wzrokiem zrobisz dziurę w tej kartce - zaśmiała się.
- Przepraszam, nie zauważyłem jak weszłaś - przeniosłem na nią spojrzenie.
- Domyśliłam się. Stoję tu dobre kilka minut - uniosłe ku górze kąciki ust. - Coś się stało? - zapytała po chwili zastanowienia.
- Nie, dlaczego miałoby się coś stać? - uśmiech wpełzał na moją twarz.
- No właśnie nie wiem - usiadła po drugiej stronie biurka, opierając brodę na zgiętej w łokciu ręce. - Przyszłam tylko popatrzeć na ciebie, zanim znów wyruszę na patrol - oznajmia. Nastaje cisza, w której patrzymy sobie w oczy. Uśmiechy na naszych ustach z każdą chwilą robią się coraz większe. Mógłbym tak siedzieć i patrzeć na nią godzinami. Chciałbym, aby ten moment trwał wiecznie. Czuję jak ciepło zalewa mnie od środka. Słyszę głos w krótkofalówce, ale nie reaguje. Po chwili głos się powtarza.
- 00 dla 08, jesteś tam? - biorę w końcu radio do ręki i niespuszczając Oli z oczu, zaczynam rozmowę. Zaraz jednak Ola powoli podnosi się z siedzenia. Obserwuję każdy jej ruch. Podchodzi do mnie i delikatnie całuje w policzek. Szepcze cichutko "miłego dnia" i znika za brązowymi drzwiami.
Godzina za godziną mijały zaskakująco szybko. Duża liczba zgłoszeń pozwoliła mi na chwilę zapomnieć o zmartwieniach. O dziewiętnastej opuściłem budynek i zaraz pożałowałem, że nie przyjechałem autem. Ale spacer przecież mi nie zaszkodzi, a warto dotlenić swój umysł po dziewięciu męczących godzinach, spędzonych w czterech ścianach. Po trzydziestominutowym marszu umilonym ciepłym powietrzem i cudownym widokiem parku dotarłem do swojego mieszkania. Przekręciłem kluczyk, naciskając na klamkę. W środku panuje idealna cisza, jakby nie było żywej duszy.
- Julka?! - wołam. - Jesteś?!
Nie otrzymałem odpowiedzi, więc stwierdziłem, że może siostra zabrała małą do siebie lub wyszły gdzieś na miasto. Wzdycham i kieruję się do salonu. Mam ochotę rzucić się na kanapę i już nie wstawać. Jednak nie było mi to dane, bo moim oczom ukazuje się Hubert, Julka, Tosiek i trzymająca tort Agata.
- Wszystkiego najlepszego! - krzyczą, a mała blondynka rzuca się mi w ramiona. Zdmuchuję świeczki. Zaraz małżonkowie podchodzą, aby złożyć mi życzenia. Dopiero po chwili dostrzegam pięknie przystrojony salon i stół zastawiony pysznościami. Nie zabrakło również wina i dobrej muzyki. Bawiliśmy się świetnie, a po dosłownie kilku minutach dołączył do nas Krzysiek. Przyjęcie trwało w najlepsze. Było tak wesoło, że spać poszliśmy jakoś po drugiej. O dziwo nawet Julka nie przysypiała i wcale nie marudziła, że jest zmęczona. Jednak kiedy już położyła się do łóżka, zasnęła niemalże od razu.
- Cześć siostra - zaprosiłem ją do środka.
- Julka jeszcze śpi? - zapytała.
- Tak - oznajmiłem, krojąc pomidora.
- A wiesz jaki jest dziś dzień? - uśmiechnęła się tajemniczo i wpatrywała się w moją postać. Spojrzałem na nią, a następnie zerknąłem na kalendarz.
- No... piętnasty - obwieściłem.
- I to oznacza, że?
- Aga, w co ty się ze mną bawisz?
- Braciszku! Przecież masz dziś urodziny! - rzuciła mi się na szyję. - Nie pamiętasz nawet o swoich urodzinach?
- Nie muszę, bo ty zawsze pamiętasz - dałem jej buziaka w policzek.
Kiedy siostra już się ode mnie odsunęła, z powrotem zabrałem się za przygotowywanie posiłku. Agata postanowiła mi pomóc. Zaczęła też coś opowiadać, ale nie mogłem się skupić na jej słowach.
- Jacek! Słuchasz mnie? - zapytała po chwili.
- Tak, tak - odparłem szybko.
- Co ty tak posmutniałeś? - spojrzała na mnie.
- No wiesz, jestem o rok starszy - posłałem jej uśmiech. Wlepiła we mnie swoje zielone oczka i wyglądało na to, że nie zamierza odpuścić. - No dobra... - kontynuowałem. - Dziś ja mam urodziny, za tydzień Julka... Kolejna rocznica... Zaraz potem rocznica śmierci rodziców - mówiłem powoli. - Sierpień jak każdy poprzedni.
- Nie myśl teraz o tym. Dziś jest twoje święto, masz się uśmiechać - oznajmiła. Spojrzałem na nią tępym wzrokiem. - To jest rozkaz - dodała po chwili.
- Dobra, przyjąłem - uśmiechnąłem się.
Kilkanaście minut później przyszła Julia i całą trójką zasiedliśmy przy stole. Po śniadaniu poszedłem przygotować się do pracy, a następnie opuściłem mieszkanie. Mała została z Agatą. Zegar wskazywał dopiero dziewiątą, więc do rozpoczęcia służby miałem jeszcze godzinę. Postanowiłem się przejść. Ruszyłem pieszo w stronę komendy. Po chwili przechodziłem przez park. Pogoda była piękna. Słońce pięknie świeciło, wokół rosły kwiaty. Dało się słyszeć śpiew ptaków, a delikatny wietrzyk muskał moje włosy. Myśli rodzące się w mojej głowie zmierzyły w stronę zbliżającej się kolejnej rocznicy śmierci Mai. To już za tydzień... Wspomnienia ciągle wracają. Zawsze w ten dzień czuję się rozdary na pół. Chcę się cieszyć urodzinami córki, ale nadal brakuje mi ten uroczej, brązowookiej blondynki.
Za dwadzieścia pięć dziesiąta dotarłem na komendę. Po przekroczeniu progu od razu poszedłem się przebrać. Kilkanaście minut później siedziałem w swoim gabinecie. Próbując pozbyć się nękających mnie myśli, rzucam się w wir pracy. Nie zauważyłem jak do pokoju wkroczyła Ola. Stała i obserwowała jak zawzięcie przeglądam wszystkie raporty.
- Jacek, bo zaraz wzrokiem zrobisz dziurę w tej kartce - zaśmiała się.
- Przepraszam, nie zauważyłem jak weszłaś - przeniosłem na nią spojrzenie.
- Domyśliłam się. Stoję tu dobre kilka minut - uniosłe ku górze kąciki ust. - Coś się stało? - zapytała po chwili zastanowienia.
- Nie, dlaczego miałoby się coś stać? - uśmiech wpełzał na moją twarz.
- No właśnie nie wiem - usiadła po drugiej stronie biurka, opierając brodę na zgiętej w łokciu ręce. - Przyszłam tylko popatrzeć na ciebie, zanim znów wyruszę na patrol - oznajmia. Nastaje cisza, w której patrzymy sobie w oczy. Uśmiechy na naszych ustach z każdą chwilą robią się coraz większe. Mógłbym tak siedzieć i patrzeć na nią godzinami. Chciałbym, aby ten moment trwał wiecznie. Czuję jak ciepło zalewa mnie od środka. Słyszę głos w krótkofalówce, ale nie reaguje. Po chwili głos się powtarza.
- 00 dla 08, jesteś tam? - biorę w końcu radio do ręki i niespuszczając Oli z oczu, zaczynam rozmowę. Zaraz jednak Ola powoli podnosi się z siedzenia. Obserwuję każdy jej ruch. Podchodzi do mnie i delikatnie całuje w policzek. Szepcze cichutko "miłego dnia" i znika za brązowymi drzwiami.
Godzina za godziną mijały zaskakująco szybko. Duża liczba zgłoszeń pozwoliła mi na chwilę zapomnieć o zmartwieniach. O dziewiętnastej opuściłem budynek i zaraz pożałowałem, że nie przyjechałem autem. Ale spacer przecież mi nie zaszkodzi, a warto dotlenić swój umysł po dziewięciu męczących godzinach, spędzonych w czterech ścianach. Po trzydziestominutowym marszu umilonym ciepłym powietrzem i cudownym widokiem parku dotarłem do swojego mieszkania. Przekręciłem kluczyk, naciskając na klamkę. W środku panuje idealna cisza, jakby nie było żywej duszy.
- Julka?! - wołam. - Jesteś?!
Nie otrzymałem odpowiedzi, więc stwierdziłem, że może siostra zabrała małą do siebie lub wyszły gdzieś na miasto. Wzdycham i kieruję się do salonu. Mam ochotę rzucić się na kanapę i już nie wstawać. Jednak nie było mi to dane, bo moim oczom ukazuje się Hubert, Julka, Tosiek i trzymająca tort Agata.
- Wszystkiego najlepszego! - krzyczą, a mała blondynka rzuca się mi w ramiona. Zdmuchuję świeczki. Zaraz małżonkowie podchodzą, aby złożyć mi życzenia. Dopiero po chwili dostrzegam pięknie przystrojony salon i stół zastawiony pysznościami. Nie zabrakło również wina i dobrej muzyki. Bawiliśmy się świetnie, a po dosłownie kilku minutach dołączył do nas Krzysiek. Przyjęcie trwało w najlepsze. Było tak wesoło, że spać poszliśmy jakoś po drugiej. O dziwo nawet Julka nie przysypiała i wcale nie marudziła, że jest zmęczona. Jednak kiedy już położyła się do łóżka, zasnęła niemalże od razu.
Witajcie!
Jak zapewne zauważyliście, przez kilka ostatnich dni nie było żadnego rozdziału. Spowodowane to było głównie tym, że ostatnio jestem strasznie zakręcona :D i nie mogę się za bardzo na niczym skupić, również na pisaniu. Na szczęście udało mi się skończyć ten rozdział i mam nadzieję, że choć trochę wam się spodobał :D
Buziaczki :*
Do następnego!
Opowiadanie jak zawsze przepiekne. Szkoda ze nie napisalas nic ze Ola zrobila jakas niespodzianke ale jest ok. Moze w kolejnym opowiadaniu wykorzystarz moja propozycje taki spozniony prezent urodzinowy od Oli dla Jacka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam rowniez do mnie na bloga
Aleksandra
Ps.kiedy next?
OdpowiedzUsuńŚwietne
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Pozdrawia
ToJa
Super opowiadanie. Szkoda tylko, że tak mało Oli i Jacka, ale i tak świetne. Wszystko fajnie opisane. Martwi mnie jedynie, że Jacek ciągle myśli o Mai. Jednak mam nadzieję, że dzięki Oli się jakoś pozbiera i będzie szczęśliwy. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Świetne opowiadanie ale ty jednak nigdy chyba nie połączyszczenie Oli I jacka tylko Jacka i tego ducha. Z niecierpliwością czekam na next I zapraszam=)
OdpowiedzUsuńKornelka ❤
Czy mozna dzisiaj liczyc na next?
OdpowiedzUsuńAleksandra
Dzisiaj już nie :( Jutro też nie wiem, bo będą goście :D więc nie wiem czy uda mi się wstawić, ale napisałam już mniejszą połowę xD
UsuńMiłego wieczorku!
Mam nadziej ze uda ci sie cos wstawic jutro lub w poniedzialek
UsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie
Aleksandra
Mam nadziej ze uda ci sie cos wstawic jutro lub w poniedzialek
UsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie
Aleksandra
Mam nadziej ze uda ci sie cos wstawic jutro lub w poniedzialek
UsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie
Aleksandra
Kiedy next???
OdpowiedzUsuńNo wlasnie kiedy next???
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadania naprawde mnie wciagaja
Aleksandra
No wlasnie kiedy next???
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadania naprawde mnie wciagaja
Aleksandra
Super opowiadanie, szkoda, że Oli nie było na przyjęciu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.