Irytujący budzik dzwoni już chyba szósty raz, a ja nadal nie mam siły się podnieść. Czuję ból głowy i suchość w gardle. Z trudem wyciągam rękę i strącam budzik z szafki nocnej. Niestety on nie daje za wygraną i dalej wydobywa z siebie nieprzyjemny dźwięk. Podnoszę się nieznacznie, sięgając lewą dłonią do podłogi. Macam palcami jasne poanele w poszukiwaniu zegarka. W końcu natrafiam na nieznośny przedmiot. Wyłączam go i opadam na materac, nakrywając głowę poduszką. Nie mam najmniejszej ochoty się ruszyć. Dziś nie funkcjonuję. Leżę przez kilka minut, po których biorę do reki telefon i bez chwili zastanowienia wybieram numer do szefa. Komendant zgodził się dać mi dzisiaj wolne. Wróciłem do poprzedniej pozycji, zamykając oczy. Zasnąłem niemalże od razu.
Obudził mnie jakiś hałas, dochodzący z salonu. Spojrzałem na zegarek. Była dziesiąta. Wstałem i pokierowałem się w stronę schodów. Wkroczyłem do salonu, gdzie od razu zauważyłem niemały bałagan. Na podłodze były rozsypane chipsy i pokruszone ciastka. Stół zastawiony naczyniami z resztkami jedzenia, obrus zalany sokiem. Przy kanapie stało kilka pustych butelek po winie.
Przeszedłem do kuchni. Zastałem tam Julkę ubraną w piżamę.
- Nie ma nic do jedzenia - rzuciła, odgarniając nieuczesane włosy.
- Proponuję najpierw posprzątać, a potem zjeść coś na mieście.
- Okej - odpowiedziała i wzięliśmy się do pracy. Po około dwóch godzinach skończyliśmy sprzątanie. Przebraliśmy się, a później udaliśmy się na odbiad do McDonaldu. Następnie zrobiliśmy zakupy, a gdy wróciliśmy do domu, zbliżała się szesnasta. Zasiedlismy przed telewizorem, a zaraz zadzwonił mój telefon.
- Cześć Olu - zacząłem rozmowę.
- Hej. Co u ciebie? Wszystko w porządku?
- Tak, a czemu miałoby nie być w porządku? - zaśmiałem się.
- Nie było cię w pracy, myślałam, że coś się stało.
- Musiałem... ogarnąć mieszkanie.
- Ooo - roześmiała się. - Wiosenne porządki?
- Jesienne!
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem zaczęliśmy z Julką oglądać film.
Obudził mnie jakiś hałas, dochodzący z salonu. Spojrzałem na zegarek. Była dziesiąta. Wstałem i pokierowałem się w stronę schodów. Wkroczyłem do salonu, gdzie od razu zauważyłem niemały bałagan. Na podłodze były rozsypane chipsy i pokruszone ciastka. Stół zastawiony naczyniami z resztkami jedzenia, obrus zalany sokiem. Przy kanapie stało kilka pustych butelek po winie.
Przeszedłem do kuchni. Zastałem tam Julkę ubraną w piżamę.
- Nie ma nic do jedzenia - rzuciła, odgarniając nieuczesane włosy.
- Proponuję najpierw posprzątać, a potem zjeść coś na mieście.
- Okej - odpowiedziała i wzięliśmy się do pracy. Po około dwóch godzinach skończyliśmy sprzątanie. Przebraliśmy się, a później udaliśmy się na odbiad do McDonaldu. Następnie zrobiliśmy zakupy, a gdy wróciliśmy do domu, zbliżała się szesnasta. Zasiedlismy przed telewizorem, a zaraz zadzwonił mój telefon.
- Cześć Olu - zacząłem rozmowę.
- Hej. Co u ciebie? Wszystko w porządku?
- Tak, a czemu miałoby nie być w porządku? - zaśmiałem się.
- Nie było cię w pracy, myślałam, że coś się stało.
- Musiałem... ogarnąć mieszkanie.
- Ooo - roześmiała się. - Wiosenne porządki?
- Jesienne!
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem zaczęliśmy z Julką oglądać film.
Dni mijały bardzo szybko. Nadszedł 22 sierpnia - dzień urodzin Julki.
Wstałem o szóstej i przygotowałem śniadanie, które zjadłem wraz z córką. Potem ubraliśmy się elegancko i poszliśmy na cmentarz. Stanęliśmy nad grobem, gdzie wypisane było "Maja Wieczorek". Zapaliliśmy znicze i położyliśmy świerze kwiaty. Następnie odmówiliśmy modlitwę. Jeszcze chwilę staliśmy w milczeniu, a potem wróciliśmy do domu. Przyszykowałem się do pracy. Ponownie opuściliśmy dom. Odwiozłem córkę do Agaty, a pojechałem na komendę. Po piętnastominutowej odprawie siadłem za biurkiem w moim gabinecie. Na razie nie było żadnych zgłoszeń, więc wziąłem się za raporty. Jednak kompletnie nie mogłem skupić się na pracy. Wspomnienia wracały...
Siedzę na krześle przy szpitalnym łóżku, trzymając w dłoniach bladą rękę Mai. Jest tu już kolejną dobę. Lada dzień będzie poród.
Przyglądam się śpiącej dziewczynie i delikatnie gładzę ją ręką po głowie. Powoli zaczyna się budzić. Otwiera oczka i uśmiecha się na mój widok. Również się uśmiecham, ale moje oczy wypełniają łzy. Maja wolnym ruchem zaczęła je ocierać.
- Kochanie... - szepnęła. - Zawsze będę przy was.
Była osłabiona. Jej głos był taki spokojny. Sprawiała wrażenie, że pogodziła się ze swoją śmiercią. Jakby już wiedziała, że są to jej ostatnie dni na tym świecie. Wiedziała, że umiera, by dać nowe życie.
- Zawsze będziesz tą jedyną, tą najcudowniejszą. Nie chcę nikogo innego. Nigdy o tobie nie zapomnę. Zawsze będziesz w moim sercu.
- Jacek... Chcę, żebyś był szczęśliwy.
(...) Nadszedł ten dzień. Siedzę jak na szpilkach przed salą porodową. Mijają godziny. Koło dwudziestej trzeciej drzwi otwierają się i wychodzi lekarz.
- Ma pan zdrową córeczkę - oznajmia.
Patrzę na niego przez chwilę, po której drżącym głosem zadaję pytanie.
- A.. co z Mają?
Lekarz spuszcza wzrok.
- Przykro mi - mówi.
Kilka minut później ponownie siedziałem przy łóżku ukochanej. Patrzyłem na jej zamknięte powieki. Łzy spływały po policzkach nieprzerwanym strumieniem. Tak bardzo chciałem żeby się obudziła. Wziąłem ją za rękę i zacząłem całować jej dłoń. Nie mogłem uwierzyć, że to już koniec.
(...) Ciężko było mi się uspokoić, ale tak czy inaczej musiałem opuścić salę. Zaprowadzino mnie natomiast do innego pomieszczenia, gdzie po raz pierwszy ujrzałem moje maleństwo. Kiedy wziąłem je na ręce, poczułem ogrom ciepła w środku. Od tej chwili to dziecko stało się całym moim życiem. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale także wiedziałem, że nigdy się nie poddam i dam córeczce wszystko to, co najlepsze.
Myślami ciągle byłem przy Mai. Przed oczami stawał teraz obraz z jej pogrzebu. Każdy szczegół pamiętam dokładnie tak, jakby zdarzyło się to wczoraj. Z zamyślenia wyrywa mnie Krzysiek, który właśnie wszedł do mojego pokoju. Rozmawiamy przez chwilę, a potem wracamy do pracy. Dyżur skończyłem o 15. Od razu pojechałem do siostry, gdzie była Julka. Postanowiłem zrobić córeczce niespodziankę, więc z okazji urodzin zabrałem ją do Aquaparku. Julia była bardzo szczęśliwa. Widać było, że jej się spodobało. Spędziliśmy tam dwie godziny. Później poszliśmy na spacer po parku. Mieliśmy dobre humory. Dużo rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i śmialiśmy. Kupiliśmy jeszcze lody, a potem wróciliśmy do domu. Obejrzeliśmy film wybrany przez Julkę, który trwał niecałe dwie godziny, więc koło dwudziestej trzeciej położyliśmy się spać.

Swietne opowiadanie. Tylko szkoda ze nie bylo prawie nic o Oli i Jacku tylko rozmowa telefoniczna ale jest ok. A mam pytanie kiedy bedzie jakas jwszcze randka Oli I Jacka?
OdpowiedzUsuńAleksandra
Swietne opowiadanie. Tylko szkoda ze nie bylo prawie nic o Oli i Jacku tylko rozmowa telefoniczna ale jest ok. A mam pytanie kiedy bedzie jakas jwszcze randka Oli I Jacka?
OdpowiedzUsuńAleksandra
Piękne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńAle wciąż trzymasz nas w niepewności.
Kiedy ty masz zamiar zacząć tych dwoje. Czy może nie masz zamiaru tego robić?
Nie mam pojęcia.
Fear of the dark
Zapraszam na piąty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttp://60dnidoroslosci.blogspot.com/
Świetne opowiadanie i mega wzruszające tak ja i inne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.