piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 24.

18 września
Jest niedziela, a zegar wskazuje 15:30. Ja oczywiście siedzę w pracy, ale kończę za półtorej godziny. Mam nadzieję, że szybko zleci, bo nie mam już najmniejszej ochoty tu być. Julka jest u Agaty, która zapewne już przygotowuje kolację. Dlaczego tak wcześnie? Bo oprócz nas ma tam być również Radek, którego o dziwo Hubert sam zaprosił. Chciałem, aby Ola ze mną poszła, ale odmówiła, ponieważ obiecała ojcu, że do niego wpadnie.
W końcu wybiła długo wyczekiwana godzina. Opuściłem komendę, a po dwudziestu minutach dotarłem do mieszkania. Wziąłem prysznic, a tuż przed osiemnastą wyruszyłem w drogę. Pół godziny później dotarłem na miejsce. Kiedy wysiadłem z auta, obok podjechał drugi samochód. Stanąłem chwilę pod drzwiami, by poczekać na mężczyznę. Zaraz pojawił się już obok mnie.
- Radek Bielecki - przedstawił się od razu, wyciągając rękę i posyłając uśmiech w moim kierunku.
- Jacek Nowak - odwzajemniłem jego gest i weszliśmy do środka, a domownicy słysząc otwieranie drzwi, wyszli nam na powitanie. Za nimi zjawiła się Julka, która zaskakująco uprzejmie powitała się z dziennikarzem, ale już po chwili zaczęła mi trochę pyskować, jak to ona ma w zwyczaju, czym doprowadziła Bieleckiego do śmiechu. Zasiedliśmy do stołu. Aga oczywiście zaskoczyła nas swoim daniem, które jak zawsze było pyszne.
Zarówno ja, jak i Hubert dobrze dogadywaliśmy się z Radkiem. Było wiele tematów do rozmów, bo każdy z nas po trochu interesował się prawem i dużo czasu poświęciliśmy tematowi artykułu, którym zajmowali się "nasi" dziennikarze. Padło wiele różnych opinii, przy czym każdy początkowo uważał, że ma rację. Koniec końców przyznaliśmy z Hubertem, że jednak racja leży po stronie Agi i Radka.
Julkę szybko znudziły nasze gadki i poszła oglądać telewizję. Co jakiś czas tylko dołączała do nas, rzucała jakiś zabawny komentarz, robiła uroczą minkę, przy czym zabierała ze stołu szklankę soku i jakieś ciastka, a następnie wracała na kanapę. Oczywiście każda jej wypowiedź była poprzedzona zaczepką ze strony dziennikarza, któremu spodobało się to, jaka jest wyszczekana i stwierdził, że z taką gadką to albo będzie dziennikarką jak ciocia, albo prawnikiem po wujku.
Czas leciał zdecydowanie za szybko. Nim się obejrzeliśmy, było już po dwudziestej trzeciej. Stwierdziłem, że to najwyższy czas, by mała poszła spać, zwłaszcza, że jutro jest poniedziałek i chcąc nie chcąc, musi iść do szkoły.
- Chyba już powinnaś iść spać - oznajmiłem jej, kiedy kolejny raz podeszła do stołu.
- Chyba jeszcze nie - zaprzeczyła, upijając łyk soku.
- Nie wstaniesz jutro do szkoły - przekonywałem.
- A ty do pracy - odbiła piłeczkę.
- O mnie to ty się nie martw.
- A ty o mnie. Nie chce mi się jeszcze spać.
- No tak, jak wstałaś o jedenastej, to się nie dziwię, że ci się nie chce.
- Czepiasz się jak zwykle.
- A ty pyskujesz. Marsz do łazienki myć ząbki, a potem spać.
- A jeśli nie to co? - uśmiechnęła się cwaniacko.
- To masz szlaban.
- Na co?
- Na jedzenie.
Mała przewróciła tylko oczami i zaraz zniknęła na schodach.

19 września
Tak się złożyło, że wczorajsza kolacja skończyła się tuż przed drugą. Na szczęście o szóstej zostałem brutalnie obudzony przez siostrę, dzięki czemu nie spóźniłem się do pracy.
- Dzień dobry - przywitała się Ola, kiedy weszła do mojego gabinetu.
- Hej - uśmiechnąłem się delikatnie.
- Widzę, że kolacja trochę się przedłużyła - zaśmiała się.
- Dziennikarze się rozgadali - rzuciłem, co Ola skomentowała kolejnym uśmiechem. - A jak tobie minął weekend?
- Jakoś przeżyłam marudzenie ojca - przewróciła oczami.
- To dobrze - uniosłem kącik ust. - Mam nadzieję, że masz dziś wolny wieczór - dodałem po chwili.
- Ja mam nadzieję, że nie.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- Mam nadzieję, że ty go zajmiesz - zaśmiała się.
Po krótkiej rozmowie wróciliśmy do pracy. Minęło może pół godziny, a w tym czasie odbyła się odprawa. Po tym postanowiłem przejść się jeszcze do Oli, korzystając z tego, że Mikołaja nie było w tym pokoju, w którym była Ola. Wszedłem powoli do środka.
- Ola... Zapomniałem ci rano o czymś powiedzieć, jak przyszłaś - zamknąłem za sobą drzwi.
- O czym? - podniosła na mnie wzrok.
- O tym, że ślicznie dziś wyglądasz - uśmiechnąłem się.
- Jacek, przestań - z uśmiechem kolejny już raz tego dnia przewróciła swoimi ślicznymi oczkami.


- Co przestań? Będę dziś zazdrościć wszystkim facetom - oznajmiłem tajemniczo, podchodząc do niej.
- Tak? Jakim facetom?
- No tym, którzy staną na twojej drodze.
- Zwariowałeś? - wbiła we mnie wzrok.
- Tak, zwariowałem, ale na twoim punkcie - delikatnie musnąłem jej usta. - To co, widzimy się wieczorem? - uśmiechnąłem się najbardziej uroczo, jak tylko potrafiłem.
- No nie wiem. Skoro zwariowałeś, to możesz być niebezpieczny - usiadła za biurkiem,
- Ale ty jesteś moim lekarstwem - pochyliłem się nad stolikiem.
- Tak?
- Yhm - mruknąłem i kolejny raz dałem jej buziaka.
- W takim razie chyba nie mam wyjścia.
- No w sumie to... to nie masz - pokiwałem głową z aprobatą.
- Wiesz co, zajmij się lepiej pracą.
- No dobra, dobra już idę - wyprostowałem się, aby za chwilę odejść, lecz zmieniłem zdanie i ponownie nachyliłem się, ostatni raz całując jej słodkie usta. Zaraz potem opuściłem pomieszczenie, zostawiając Aleksandrę z jej myślami.

21 września 
Siedzę na odprawie. Kilka miejsc dalej krzesło zajmuje Ola. Obok mnie jest Krzysiek, a po jego prawej stronie siedzi Monika. Komendant przydziela rewiry poszczególnym patrolom, a zaraz potem ogłasza koniec odprawy. Po chwili jednak dorzuca jedno zdanie.
- Starsza posterunkowa Wysocka do mojego gabinetu na chwilę.
Następnie opuścił pokój. Spojrzałem na Olę. Ona jednak nie zwróciła na to uwagi. Po prostu wstała i bez słowa ruszyła w kierunku, w którym przed chwilą udał się jej ojciec. Inni policjanci również zaczęli się ulatniać. podniosłem się z krzesła, a wtedy usłyszałem dźwięk swojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer Huberta.  Przeciągnąłem na ekranie zieloną słuchawkę.
- Cześć szwagier - powitałem go, wychodząc z pomieszczenia i kierując kroki w stronę swojego gabinetu.
- Hejka. Co robisz dziś wieczorem?
- Nie wiem, nie mam jakichś szczególnych planów - wytłumaczyłem.
- No to może wybierzesz się z nami na piwko?
- Z nami, to znaczy z kim?
- Ze mną i z Radkiem - oznajmił.
- A...
- A Aga zajmie się Julką - wyprzedził moje pytanie.
- No dobra, niech będzie - zgodziłem się.
- To cześć.
- Cześć - zakończyłem rozmowę.

Czas leciał dziś wyjątkowo szybko i nim się obejrzałem było już po siedemnastej. Ja kończyłem pracę o osiemnastej, ale patrol 05 był już po służbie. Widziałem, jak Mikołaj opuszcza komendę, więc udałem się do pokoju, w którym obecnie przebywała Ola.
- Cześć piękna - wszedłem do środka i od razu zbliżyłem się do biurka, tradycyjnie opierając się o nie rękoma i pochylając się nad siedzącą przy nim Olą.
- Cześć Jacek - odpowiedziała, nie odrywając wzroku od dokumentów.
- Co robisz?
- Nie widać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- No tak - zaśmiałem się. - Dużo jeszcze tego masz?
- Już bym skończyła, gdybyś tak nade mną nie stał - nie zareagowałem na to, co powiedziała i nadal stałem w miejscu. - Dobra, bo zaraz tu zwariuję - oznajmiła, składając ostatni podpis na kartce, po czym odłożyła długopis. - Chciałeś coś konkretnego? - wreszcie spojrzała na mnie.
- Tak - pokiwałem głową z uśmiechem. - Chciałem nasycić oczy twoim widokiem.
- Jacuś, nie mam dziś nastroju na żarty.
- Coś się stało?
- Nie, ale jestem zmęczona i chciałabym już wrócić do domu, więc... - uniosła znacząco brwi.
- Okej, okej. Już idę - ruszyłem w kierunku drzwi. - Ale na pewno wszystko w porządku?
- Dasz mi się przebrać?
- No... zobaczy się - uśmiech wpełznął na moją twarz, a Ola w odpowiedzi pokręciła głową z politowaniem, więc już opuściłem pomieszczenie.


Nie szukaj szczęścia w gwiazdach cudzego nieba, 
kiedy własne wisi Ci nad głową.

7 komentarzy:

  1. Śliczne opowiadanie.
    Już nie mogę się doczekać kolejnego. Mam nadzieję że pojawi się szybko
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby kłótnia? Czekam z niecierpliwością na next i życzę went.
    Pozdrawiam Daria

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej... z tobą wszystko dobrze, czy po prostu chcesz byś tu taka miła. Bo do tej pory to chyba żadnej kłótni, ani nic takiego. Chyba, że ty coś kombinujesz z Wysockim. Bo ten styl mi do Ciebie nie pasuje.
    Opowiadanie świetne.
    Pozdrawiam.
    S.t.o.

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie super, genialne,
    Zapraszam do mnie:.
    policjantkiipolicjancipatrol006pip.blogspot.com
    Pozdrawiam serdecznie.
    Bartek M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne
    Zapraszam do mnie
    Pozdrawia
    ToJa

    OdpowiedzUsuń
  6. Super opowiadanie. Czekam niecierpliwie na kolejne.
    Pozdrawiam
    Pati

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na jedenasty rozdział! :)
    http://60dnidoroslosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń