Promienie ciepłego, letniego słońca ogrzewały już sierpniowy poranek. Mały wesoły promyczek wkradł się do sypialni przez ciemną zasłonę i delikatnie łaskotał mnie po twarzy. Otworzyłem oczy, po czym zamrugałem, przyzwyczajając je do światła. Pełen energii wstałem z łóżka i rozsunąłem zasłony, pozwalając słońcu rozgościć się w mojej sypialni. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 7:15, a następnie udałem się do łazienki, gdzie przemyłem twarz chłodną wodą. Po porannej toalecie poszedłem do kuchni, by przyrządzić śniadanie. Przygotowałem twarożek z rzodkiewką, po czym nałożyłem go na pełnoziarnisty chleb. Gotowe kanapki ułożyłem na białym talerzyku. Wyjąłem z szafki szklankę, do której nalałem soku pomarańczowego, a następnie przygotowałem sobie kawę.
- Julka! - krzyknąłem, stając na dole schodów.
Po kilku minutach dziewczynka w różowo-białej piżamce zeszła na dół i zasiadła przy stole. Wspólnie zjedliśmy posiłek, a następnie poszliśmy się przebrać. Kiedy była ósma, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Po kilkunastu minutach zaparkowałem samochód pod domem Agaty i Huberta. Stanęliśmy pod drzwiami, które po chwili zostały otwarte przez moją siostrę.
- Hej! - przywitaliśmy się, wchodząc do środka.
Weszliśmy do salonu połączonego z kuchnią, w której znajdował się prawnik. Mężczyzna stał przy szafce, a w ręku trzymał szklankę z sokiem pomarańczowym.
- Cześć - uśmiechnął się w naszym kierunku.
- Ja tylko chciałem dziecko wam podrzucić... i już lecę do pracy - zaśmiałem się.
- A to Aga się nią zajmie, bo ja też lecę do pracy - odparł Hubert i razem ruszyliśmy w kierunku wyjścia.
- Hej no, ale ja też do pracy! - usłyszeliśmy za sobą, wychodząc z domu.
Wsiadłem do swojego auta, a Hubert do swojego i dojechaliśmy. Każdy w swoją stronę.
Przed dziewiątą dotarłem na komendę. Tuż po przekroczeniu progu spotkałem Krzyśka.
- Wszystkiego najlepszego, stary - poklepał mnie po plecach, a na jego twarzy zabłysnął szeroki uśmiech.
- Dzięki - również się uśmiechnąłem, po czym dodałem - naprawdę jestem już taki stary? - spojrzałem na swoje odbicie w szybie drzwi wejściowych i poprawiłem włosy.
Krzysiek zaśmiał się głośno.
- Idź się przebierz, bo zaraz oprawa - doradził, nie odpowiadając na zadane przeze mnie pytanie, a następnie odszedł.
Popatrzyłem za nim. Po chwili postanowiłem iść za radą przyjaciela i przebrać się w mundur. Za pięć dziewiąta byłem już gotowy i z uśmiechem na ustach kierowałem się do pokoju odpraw. 'Nikt ani nic nie zepsuje mi dziś humoru' - pomyślałem. Od rana wypełniała mnie niesamowita energia i doskonały humor.
Spojrzałem na zegarek i w tym samym momencie poczułem delikatne uderzenie w klatkę piersiową, a zaraz potem moja koszula stała się mokra.
- Cholera! - wrzasnąłem, a gorąca kawa już zostawiła plamę na niebieskim mundurze.
- Przepraszam... - usłyszałem głos Moniki, która już wyciągnęła chusteczkę, a następnie zaczęła trzeć nią plamę.
- Spoko - odparłem, po czym odwróciłem się i wróciłem do przebieralni, gdzie zmieniłem koszulę.
Na odprawę dotarłem, kiedy zegar wskazywał 9:6.
- A co to za spóźnienie Nowak? - komendant przeszył mnie wzrokiem.
- Ja... zderzyłem się z Kownacką i kawa się wylała na koszulę - zacząłem się tłumaczyć, wskazując ruchem ręki na swoją pierś.
- Kawa się wylała... - powtórzył, a ja spojrzałem na niego. - Masz szczęście, że mam dziś dobry humor - oznajmił i wrócił do prowadzenia odprawy.
'Nikt nie zepsuje mi humoru' - powtórzyłem w duchu i uśmiechnąłem się pod nosem.
Tego samego dnia, 16:00
Po pracy wsiadłem do auta, po czym ruszyłem wróciłem do domu. Wszedłem do bloku i zaraz znalazłem się pod drzwiami mieszkania. Przekręciłem kluczyk i wszedłem do środka. Mimo że na niebie ciągle świeciło słońce, bo przecież jest lato, w mieszkaniu panował mrok, co mnie nieco zdziwiło. Nie przysłaniałem okien zasłonami, więc nie powinno być tak ciemno.
Nie zastanawiając się nad tym dłużej, ostrożnie skierowałem się do salonu. Już miałem zapalać światło, kiedy dostrzegłem blask świeczek - świeczek na torcie. I w tym właśnie momencie rozbrzmiały się głosy śpiewające "Sto lat". Po tonacji głosów i z pomocą kilku małych światełek, mogłem stwierdzić, że na pewno rozpoznaję moją siostrę, Huberta, Julkę, Tośka, Krzyśka, Monikę, Emilkę i Mikołaja. Kiedy przestali śpiewać, rozległy się oklaski i donośny śmiech. Zbliżyłem się, zdmuchując świeczki, a zaraz potem wszyscy podchodzili, aby złożyć mi życzenia. Zaraz potem światło zostało zapalone, a moim oczom ukazał się pięknie przystrojony salon. Różnokolorowe balony, podobnie jak srebrne wstążki, były uwieszone gdzie tylko się dało. Stół zastawiony był pysznymi przekąskami, a na oddzielnym, mniejszym stoliku stało dziewięć kieliszków, z czego siedem było pustych, a dwa napełnione sokiem pomarańczowym. Wśród nich znajdowała się butelka szampana. Mikołaj bez zastanowienia złapał za nią i otworzył, po czym nalał do pozostałych kieliszków. Wziąłem jeden do ręki i przyłożyłem do ust.
- Wszystkiego najlepszego - koło mnie pojawiła się Kownacka. - I sorry za tę koszulę rano - zaśmiała się.
- Spoko - również się uśmiechnąłem. - Już dawno o tym zapomniałem.
W tym właśnie momencie dostałem tajemniczego SMS-a z nieznanego mi numeru.
X: Bądź dziś o 20 w parku.
Ja: A z kim mam do czynienia? - zapytałem.
X: Jak będziesz, to się dowiesz :)
I tak oto przez cały wieczór w moich myślach była otrzymana wiadomość. Z niecierpliwością zerkałem na zegarek, a kiedy już była 19:30, oznajmiłem, że muszę na chwilę wyjść, co nie bardzo spodobało się Agacie.
- Jak to? My tu robimy ci super imprezę, a ty sobie tak po prostu wychodzisz!
- Oj Aguś... Na chwilkę - uśmiechnąłem się. - Za godzinkę wrócę, obiecuję - pocałowałem ją w policzek, na co przewróciła oczami.
- A gdzie idziesz tatusiu? - zapytała Julka.
Podszedłem do niej i przykucnąłem, po czym szepnąłem do ucha:
- Za tydzień zabieram cię nad morze.
Mała uśmiechnęła się, po czym rzuciła mi się na szyję. Jak widać spodobała jej się taka forma prezentu urodzinowego i mimo że co roku siedem dni po moich urodzinach razem idziemy na cmentarz, to przecież raz możemy uczcić rocznicę śmierci matki Julii dzień wcześniej.
Około 19:40 opuściłem mieszkanie pełne gości i pojechałem do parku. Na miejsce dotarłem pięć minut przed umówionym czasem. Czekałem chwilę, po czym ponownie zerknąłem nerwowo na zegarek. Było dwie minuty po 20, a nadal nikt się nie pojawił. Na dworze powoli zaczynało się ściemniać. Zapatrzony w dal przed sobą, nie zauważyłem zbliżającej się za moimi plecami sylwetki. Trochę się przestraszyłem, gdy moje oczy zostały przysłonięte jej dłońmi, a do ucha szepnęła "wszystkiego najlepszego". Odwróciłem się, a widząc znajomą twarz, stanąłem jak słup soli i nie mogłem się ruszyć.
- Ola? - bardziej zapytałem niż stwierdziłem, choć doskonale wiedziałem, że to ona.
- Niespodzianka - uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie spodziewałem się, że... Dlaczego się nie odezwałaś? Mogłaś chociaż powiedzieć, że wracasz - zapytałem z wyrzutem.
- Wtedy nie byłoby niespodzianki - oparła, ale zaraz dodała - wiem, jak to wygląda. Zostawiłam cię i teraz wracam jak gdyby nigdy nic, ale wiedz, że cię kocham. Zawsze cię kochałam.
- Wiem - odparłem, nie okazując żadnych emocji.
- Nie wiem czy ułożyłeś sobie już życie i nie chcę ci go znowu rozwalać, ale jeśli jest w nim jeszcze dla mnie miejsce to... - urwała, wpatrując się w moje oczy. Minęły może dwie sekundy, po których poczułem jej usta na swoich. Chwilę później odsunąłem się, przerywają pocałunek.
- Przemyślę to - oznajmiłem, po czym odszedłem.
***
Witajcie!
Tak prezentuje się ostatni rozdział. Zachęcam do komentowania i czekania na epilog :D
Pozdrawiam!



O jejku <3 Nareście Ola :) Opowiadanie świetne :D Ale mam nadzieję, że Jacek da jej szansę :) Zapraszam na mojego bloga :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wiki :)
Piszesz te opowiadania , jak scenarzyści ten serial : Idzie dostać zawału . Ale są one niesamowite ;)Tak samo jak Wiki mam nadzieje że Jacek da szanse Oli :)Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNo i takiego opowiadania oczekiwalam od dawna. Co do tego nie wiem czy Jacek da jej szansę ale nwm co komponujess.
OdpowiedzUsuńA tak przy okazji jesli chcesz zakończyć tego bloga TP mam nadzieje ze nie skonczysz z pisaniem.
Pozdrawiam i zapraszam do mnie na blogi jeśli masz ochotę
Aleksandra
Jedyne czego mogę się przyczepić to to, że 15 sierpnia to dzień wolny od pracy więc raczej ciężko żeby adwokat szedł wtedy do pracy, policjant to inna sprawa :P ale ogólnie opowiadanie świetne :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na piętnasty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttp://najpiekniejszahistoria.blogspot.com/